Reklama

Zwyczajny – niezwyczajny człowiek

2018-06-06 12:21

Anna Skopińska
Edycja łódzka 23/2018, str. IV

Archiwum ministrantów
Zdzisław Winciorek – prezes

Był dla nich wzorem, przyjacielem, ojcem. Uczył odpowiedzialności jeden za drugiego, braterstwa. Pokazywał, jak radzić sobie z problemami, jak patrzeć na drugiego człowieka, jak kochać tego, kto obok

Zarażał pasją do sportu, był świetnym gawędziarzem i doskonałym organizatorem ich wyjazdów. To dzięki niemu przy kościele przez trzydzieści lat nigdy nie zabrakło chętnych do bycia ministrantem, do służenia przy ołtarzu. Był niczym magnes – dla młodych, ale też starszych, bo razem służyli synowie i ojcowie, ale też zupełnie wiekowi panowie. Odszedł nagle. Na pogrzebie Prezesa – bo tak nazywali go chłopcy – żaden z mężczyzn nie wstydził się łez. A za trumną niesioną przez ministrantów, przed córką, szli także oni.

Miłość

Kilka tygodni temu zorganizowali piłkarski memoriał pamięci Zdzisława Winciorka. Kochał piłkę nożną i tą miłość przekazał też im. – Zawsze chcieliśmy być tacy jak on – podkreślają Szymon, Jakub, Paweł, Bartek i Maciek. Ministranci – studenci. I kreślą opowieść o zwykłym – niezwykłym człowieku, który zostawił po sobie ślad. Opowieść, która jest świadectwem tego, jak ich Prezes działał, jak wspaniale dogadywał się z młodymi, jak kształtował ich charaktery i wiarę. Jak teraz, tam z góry, opiekuje się nimi. I słuchając tego, co mówią, nie sposób powstrzymać łez.

Braterstwo

– To była osoba, która – gdy dowiedziała się o problemie któregoś z nas – nie pozwoliła odejść ot tak, tylko za wszelką cenę starał się pomóc – wspomina Paweł. A jego koledzy opowiadają, jak zawsze dzwonił do każdego, kto wracał późno – czy to ze spotkania, czy z treningu – by dowiedzieć się, czy bezpiecznie dotarł do domu.

Reklama

Miał doskonały kontakt z ministrantami. Zawsze stawał po ich stronie. – Murem był za nami, nawet gdy ktoś zrobił coś złego – mówi Bartek – był wyrozumiały i rozumiał nas, dlatego zyskał nasz szacunek i stał się autorytetem – dodaje. – Ukształtował nas – podkreśla Szymon. Martwił się o każdego, zwracał uwagę na to, by jako starsi troszczyli się o tych najmłodszych ministrantów. – To po nim zostało – mówią Maciek i Bartek – bracia. – Kiedyś tak nie myślałem, ale dziś wiem, że musimy być odpowiedzialni za te dzieciaki, musimy uczyć ich wszystkiego, tak jak uczył nas Prezes, i pielęgnować braterstwo, które jest między nami – stwierdza Paweł. I wszyscy podkreślają: – On był dla nas kimś bardzo ważnym.

Empatia

Do parafii NMP Matki Odkupiciela i św. Jana Bożego trafił 30 lat temu, w chwili jej utworzenia. Wcześniej działał w św. Wojciechu. Wszędzie starał się gromadzić młodych ludzi i budować rodzinę. Ministrancką. I to mu się tak wspaniale udało. Potrafił łączyć – starszych, młodszych, miał niesamowity dar przekonywania. I poświęcał im swój czas. To dlatego jego zdanie było zawsze dla tych młodych chłopców najważniejsze, jego dobre rady, nic nienarzucające, rozmowy, które prowadzili po spotkaniach, gdy nie można było się rozstać. Wiele ich nauczył, był świetnym organizatorem, rozdawał zadania i dysponował pracę tak, że nie tylko w parafii, ale też na wspólnych wyjazdach każdy wiedział, co do niego należy.

– Był też przy tym niezwykle cierpliwy – mówią ministranci. – Nigdy nie prosił o nic dla siebie, troszczył się o innych i tego też starał się nas nauczyć – przypomina Bartek.

– Ale taką empatię, taką otwartość w ludziach rzadko się spotyka – dodaje Szymon. Dlatego każdy mu wierzył. I wspominają ministranckie wyprawy w Bieszczady, gdy pokazywały się jego zdolności organizacyjne, jego umiejętność odkrywania w każdym tego, co ma najlepsze, jego poczucie humoru i miłość do tych, którzy szli za nim jak w ogień. Mówią o sytuacjach, gdy ratował ich z niefrasobliwości, gdy nie zawodził zaufania, pomagał najmłodszym przetrwać pierwsze rozstanie z rodzicami czy dawał kolejne szanse. – Mieliśmy szczęście, że go spotkaliśmy – mówią.

Pamięć

Nie mogli uwierzyć w nagłe odejście Prezesa, a właściwie przyjaciela, ojca, dziadka. Zmarł 13 lutego br. Miał 62 lata. Paweł jeszcze dzień wcześniej rozmawiał z nim o igrzyskach. Zorganizowali memoriał, którym pokazali, że są z jego starej dobrej szkoły i że może być z nich dumny. W turnieju wzięło udział pięć drużyn – trzy z parafii i po jednej ze św. Wojciecha (starzy ministranci, weterani) i z Tuszyna. Na boisku dogadywali się doskonale – tak jak ich nauczył ten, którego nie da się zastąpić. Chcą o nim pamiętać, bo jest nie tylko ich patronem i nauczycielem, ale też kimś bliskim i bardzo ważnym.

Tagi:
służba liturgiczna

Wznieść się na wyżyny

2018-08-14 11:06

Beata Pieczykura
Edycja częstochowska 33/2018, str. IV

Skupieni, pobożni i gorliwi. Ubrani w komże lub białe alby przepasane cingulum. Asystują kapłanowi i upiększają liturgię. Są blisko ołtarza Pańskiego i samego Jezusa w Eucharystii. Pozdrawiają się słowami: „Króluj nam, Chryste, zawsze i wszędzie”. A jak spędzają wakacje?

Arch. Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiec. Częstochowskiej
Wakacje pod żaglami

Są młodzi, którzy nie czekają na starość, aby żyć w obecności Jezusa, ale już od najwcześniejszych lat pragną wędrować życiową drogą wraz z Chrystusem, najlepszym i niezawodnym przyjacielem. To młodzież zrzeszona w różnych grupach działających przy parafiach, także w Liturgicznej Służbie Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej. Teraz na półmetku wakacji interesujące jest to, jak spędzają ten czas ministranci i lektorzy, czy pozostający w domach przychodzą do kościoła służyć przy ołtarzu Pańskim także w dni powszednie? Czy jest coś, co wyróżnia ich na tle rówieśników? Odpowiedzi nasuwają się same. Wystarczy przyjrzeć się temu, co robią w tym czasie.

Bóg, ojczyzna i modlitwa

We wszystkich propozycjach wypoczynku młodym towarzyszyli duszpasterze LSO archidiecezjalni, dekanalni czy parafialni. – Ksiądz musi być z ministrantami i lektorami podczas pracy, czyli roku szkolnego, zbiórek, formacyjnych spotkań, a także w czasie wypoczynku. Chcemy spędzać czas wspólnie i dostrzegać Boga w pięknie przyrody – podkreśla ks. Paweł Wróbel, który w tym roku zakończył wieloletnią służbę jako duszpasterz Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej. – Ten wypoczynek wzmacnia również ducha; realizujemy, oczywiście, cele turystyczne, ale pamiętamy o Bogu, o modlitwie, o najważniejszym celu naszego życia, jakim jest zbawienie. Dlatego każdego dnia sprawujemy Eucharystię, modlimy się o powołania kapłańskie i zakonne oraz wspieramy duchowo akcję „Modlitwa stóp i serc w intencji powołań” – wyjaśnia obecny duszpasterz Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej, kapłan o tym samym imieniu i nazwisku co poprzednik, czyli ks. Paweł Wróbel. W tym kontekście duszpasterze LSO chcą pokazać młodym, że świętość nie jest luksusem dla wybranych, nie mierzy się jej liczbą przeżytych lat, ale jakością życia, jakością przyjaźni z Chrystusem i Matką Najświętszą. Świętym bowiem może i powinien zostać każdy. – Życiorysy patronów LSO (św. Jana Berchmansa, św. Stanisława Kostki, św. Dominika Savio, św. Tarsycjusza i św. Alojzego Gonzagi) są zaprzeczeniem tezy, że wiara i młodość nie siedzą w jednej ławce. Oni pokazali, że mimo młodego wieku można być świętym, będąc przyjacielem Jezusa – dodaje ks. Paweł Kostrzewski.

Aktywne wakacje

W tym roku dla Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej jej duszpasterze przygotowali dwie propozycje wypoczynku. Pierwsza, nowa to wakacje pod żaglami, które odbyły się w dniach 23-30 czerwca z udziałem 26 uczestników, w tym 5 kapłanów. Rejs rozpoczął się i zakończył w Wilkasach k. Giżycka. Uczestnicy codziennie uczestniczyli w Eucharystii, poznawali Boga w pięknie przyrody i zapoznawali się z sztuką żeglowania (ministranci mieli przydzielone obowiązki tzw. wachty – mycie pokładu, przygotowywanie posiłków), a wielkim przeżyciem była Msza św. odprawiana na jeziorze. Druga – rajd rowerowy szlakiem warowni i sanktuariów jurajskich (17-21 lipca, 16 młodych, 4 kapłanów). Miał on na celu zapoznanie młodych z najpiękniejszymi miejscami położonymi na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Był kontynuacją idei zapoczątkowanej przed 5 laty, kiedy to rajd odbywał się szlakiem kolejnych pielgrzymek Jana Pawła II do ojczyzny. Ponadto w tym roku z racji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości wiódł przez miejsca złączone z historią ojczyzny, np. miejsce straceń w Olsztynie. Na trasie znalazły się m.in.: Jasna Góra, Leśniów, Mrzygłód, Rększowice, Olsztyn, Mirów, Mrzygłód, Bobolice, Skarżyce oraz dekanalne centrum duchowości ministranckiej przy parafii pw. św. Jana Berchmansa w Gorzkowie-Trzebniowie, gdzie na wszystkich odwiedzających to miejsce w znaku relikwii czekają św. Jan Berchmans, św. Stanisław Kostka, św. Dominik Savio i św. Alojzy Gonzaga.

Mówią młodzi

Radośni, pełni entuzjazmu i zaangażowani, a przy ołtarzu Pańskim skupieni, pobożni i gorliwi tak opowiadają na zakończenie rajdu: – Dla mnie ważne jest, aby dobrze służyć w kościele, by być dobrym ministrantem, a potem lektorem – mówi Kuba z Olsztyna. Antek z Białej podobnie, chce być tak pobożny jak święci patronowie, chce częściej chodzić do kościoła i nie zlekceważyć tego. Nikodem z parafii pw. św. Wojciecha w Częstochowie wybrał rajd, aby zwiększyć możliwości fizyczne i psychiczne, poznać się wzajemnie, zyskać nowe doświadczenia, a także przezwyciężyć słabości i wznieść się na wyżyny zarówno duchowe (przez codzienną Mszę św.), jak i fizyczne, czyli zdobycie szczytów będących dumą dla rowerzysty, np. zamków w Ogrodzieńcu czy Mirowie. Od świętych patronów LSO uczy się pokory. Wzór ich życia przybliża go do Chrystusa i Jego ołtarza, przy którym służy; służy codziennie – jak powiedział także w czasie wakacji, wtedy gdy nie wyjeżdża. Wyjawił źródło tej gorliwości: – Przykład życia św. Stanisława Kostki kierował naszymi szlakami, każdego dnia modliliśmy się przez jego wstawiennictwo.

W duszpasterstwie LSO nie ma bariery wiekowej. Ministrantem może być zarówno chłopiec z pierwszej klasy szkoły podstawowej, jak i dorosły mężczyzna, m.in. pan Adam z parafii św. Floriana w Częstochowie. On właśnie chce, aby ministrantów było coraz więcej, i zachęca młodszych kolegów do tego, by nie wstydzili się służyć przy ołtarzu.

Tak spędzili wakacje ci, których Benedykt XVI nazwał apostołami Jezusa; ci, będący tak „bardzo blisko Jezusa w Eucharystii, i to jest największym znakiem Jego przyjaźni do każdego z nich”. Dziś służą przy ołtarzu Pańskim w komżach, a może w przyszłości, kiedy odkryją, że coś wielkiego dzieje się przez ich namaszczone dłonie, będą czynić to w ornatach?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chciałam sprawdzić Maryję – świadectwo z Niepokalanowa

2018-09-19 20:21

Agnieszka Bugała
Kaplica w Niepokalanowie

Na nocne czuwania przed Najświętszym sakramentem w Niepokalanowie przed pierwszą sobotą miesiąca przyjeżdżam już od roku. Wcześniej słyszałam często jak o. Mirosław Kopczewski OFMConv zachęcał do takiej formy modlitwy. Myślałam sobie: to nie dla mnie, nie czułam się na siłach. Bałam się, czy starczy mi sił, czy podołam fizycznie tak czuwać w nocy. (Swoją drogą dziwne te lęki, bo przecież na weselu tańczy się całą noc i siły się znajdują).

Przekonały mnie jednak słowa o. Mirosława o tym, że jak ofiarujesz Matce Bożej jajko, Ona w zamian odda ci kurę, a jeśli podarujesz kurę, Ona da tobie wołu, jeśli ofiarujesz wołu Ona odda ci farmę, a jeśli Maryi ofiarujesz farmę…?

Pomyślałam, że sprawdzę na własnej skórze, we własnym życiu, czy to prawda, czy ta zasada działa, czy rzeczywiście Maryja jest tak hojna. I tak to się zaczęło, od sprawdzenia Matki Bożej, a Ona ze swoim Synem, powolutku lecz dostrzegalnie, przemieniała i nadal przemienia moje przekupne serce i życie.

W czasie adoracji Pan Jezus sam wyznacza co będzie tematem spotkania. Ja daję Mu do dyspozycji czas, samą siebie i ..... dzieje się. Bóg hojnie odpowiada na moją dyspozycyjność wg. zasady: DAR za dar.... Często na adoracji dotyka mnie mocno jakiś fragment z Pisma św., czasem jest to jakiś obraz, a czasem jest tylko cisza, tak bardzo kojąca cisza... Na samym początku czuwania były dla mnie jakby jałowe. Piszę „jakby jałowe”, ponieważ nie przynosiły rewolucyjnych zmian w moim życiu, jednak zawsze dawały pokój, ukojenie i nowe siły.

Teraz za każdym spotkaniem już tęsknię. Czasami łapię się na tym, że już po przyjeździe do domu, czy w połowie miesiąca, myślę o kolejnej adoracji, by móc odpocząć przy Jezusie, tak słodko, tak w milczeniu. Coraz mocniej odczuwam w sercu brak tych spotkań i Obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie w tygodniu, gdy daleko jeszcze do wyjazdu. To niesamowite, jak Jezus słucha naszych pragnień i delikatnie na nie odpowiada, zapraszając do spotkania, do głębszej relacji.

Na rozpoczęcie mojego urlopu pewien znajomy życzył mi dużo wakacyjnego wypoczynku na słonecznej plaży. Uśmiechnęłam się i podziękowałam za życzenia. Nie wiem jak to się stało, ale od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, złota myśl: przecież to jest super pomysł, że też sama na to nie wpadłam! Mogę przez całe wakacje spotykać się z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Nigdy dotąd nie spędzałam tak wakacji!

Złotą myśl wprowadziłam w czyn i słów zachwytu mi brakuje, by opisać jak wspaniałomyślnie Jezus odpowiedział na ten dar codziennych adoracji.

Owocem tych adoracji jest m.in coraz to głębsze poznawanie samej siebie, życie w prawdzie o sobie , o swoim życiu, o moim grzechu. To dzięki tym spotkaniom wiem co jeszcze muszę wyznać na spowiedzi, za co jeszcze nie żałowałam, za co nie zadośćuczyniłam ludziom i Bogu. Dzięki tym spotkaniom Jezus pomógł mi rozeznać, po blisko 20. latach modlitw i próśb, jakie jest moje powołanie… Chwała Panu! Jezus pomaga dostrzec ślady Jego obecności w mojej codzienności i całym moim życiu...

Im więcej, częściej i na dłuższy czas spotykam się z Jezusem na adoracji, tym więcej jeszcze pragnę nabierać przy Nim sił - TO DZIAŁA JAK MAGNES, przyciąganie gwarantowane. I widzę jak Jezus pomaga mi w życiu realizować te pragnienia.

Sprawdziła się zasada: Im więcej dasz, tym więcej otrzymasz...

DAR ZA DAR, MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ, CIERPIENIE ZA CIERPIENIE....

I im więcej dasz, tym więcej i bardziej pragnąć będziesz – tak to działa.

Czasami jednak „ktoś mi w głowie myśli” inaczej i zaciemnia wszystko... Przychodzą wtedy chwile niechęci, myślenia typu: Może już starczy tych adoracji? Po co ich tyle? To nic nie daje (mimo, iż mam realne, odczuwalne skutki działania tej modlitwy). Kiedy jednak przychodzę na adorację, mimo zwątpienia i czarnych myśli, to Jezus jak zawsze działa z mocą, pokrzepia ducha i ciało. I często sama się dziwię, że będąc bierna, zmęczona, siedzę tylko w ławce, a Jezus leczy i przemienia to, co we mnie mroczne i ciemne. Zawsze wychodzę z adoracji inna niż przyszłam, bardziej radosna, lżejsza jakaś.

Jaka moc, jaka siła ukryta jest w tym małym kawałku Chleba! Wciąż mnie to zadziwia…

Chwała Panu za wszystkie Jego cuda....
Chwała Panu za wszystkie Jego dary...
Chwała Panu, za Jego nieustanną, uzdrawiającą Obecność...
Dobrze, że jesteś Panie. Dobrze, że jesteś...

Świadectwo Marty udostępnione o. Mirosławowi Kopczewskiemu OFMConv

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Francja: ksiądz popełnił samobójstwo – powodem prawdopodobnie zarzut molestowania seksualnego

2018-09-22 12:50

ts (KAI) / Rouen

Ksiądz z francuskiej diecezji Rouen popełnił samobójstwo. Według mediów powodem śmierci ks. Jean-Baptiste Sebe były prawdopodobnie zarzuty wykorzystywania seksualnego nieletnich stawiane 38-letniemu duchownemu. Martwego na podłodze w kościele Saint Romain znalazł 18 września tamtejszy kościelny.

Senlay/pixabay.com

„W naszych sercach pojawia się wiele pytań”, napisał w liście do księży swojej diecezji abp Dominique Lebrun. „Całkowicie nie rozumiemy takiego kroku, chociaż wiedziałem, że ksiądz przeżywał trudny czas”, stwierdził arcybiskup Rouen.

Według francuskiego dziennika „La Croix”, pewna kobieta zarzuciła księdzu „nieprzyzwoite zachowanie” i ataki seksualne na jej córkę. Z relacji policji wynika, że kobieta złożyła skargę także do abp. Lebruna. Jednak przed samobójstwem ks. Sebe policja nie miała żadnych informacji w jego sprawie. Gazeta zwraca uwagę, że doniesienia tego typu traktowane są obecnie „bardzo ostrożnie”.

Ks. Jean-Baptist Sebe po otrzymaniu święceń kapłańskich w 2005 roku pracował w wielu szkołach publicznych. Był bardzo ceniony i lubiany przez uczniów. W swojej diecezji był delegatem ds. oświaty. Był również wykładowcą na wydziale teologicznym Instytutu Katolickiego w Paryżu, gdzie wcześniej uzyskał tytuł doktora teologii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem