Reklama

Kościół, który leczy

2018-05-30 11:29


Edycja łódzka 22/2018, str. VI

comp/fotolia.com

W centrum Pabianic, dwa o kroki od przystanku tramwajowego, wtulony między kamienice stoi budynek dawnych zakładów poligraficznych. Otwarta 13 kwietnia br. nowa siedziba Chrześcijańskiego Centrum RAMPA i Fundacji Młodzi dla Młodych. Działają z młodzieżą, z bezdomnymi, z rodzinami. Organizują Pabianicki Przystanek Jezus, Chillout na Starówce. Niosą życie. O Ewangelii w praktyce rozmawiamy z pomysłodawcą fundacji Dobromirem Makowskim – raperem, pedagogiem, człowiekiem, który sam wyrwał się z piekła ulicy

Dominika Szymańska: – Na stronie fundacji można przeczytać, że waszym celem jest wspieranie młodych ludzi, aby mogli wykorzystać swój potencjał, rozwijać możliwości, kształtować pewność siebie i chęć do życia. A tak w praktyce?

Dobromir Makowski: –Kiedy jeszcze działaliśmy przy jednej z pabianickich parafii, zastanawiałem się, jak najlepiej uczyć dzieciaki Ewangelii. Mieliśmy takie spotkania z Ewangelią, ale dzieciaki przysypiały. Bóg podsunął mi pomysł: niech zaczną gotować obiady, zacznijcie gotować dzieciakom, zacznijcie gotować bezdomnym. Po 100 osób nam nagle zaczęło przychodzić. Gotowali zupy, kąpali bezdomnych, przebierali ich. Zrobiliśmy boisko. Ludzie zaczęli się schodzić z osiedli i kopać piłę na parafii. Okazało się, że w tym jest życie.

– Teraz macie nowe centrum. Widziałam zdjęcia tego budynku przed i po, i jestem w szoku. Wcześniej to była niemal ruina. Teraz jest przestrzeń, światło, białe ściany, szare wykładziny. Musieliście w to włożyć mnóstwo pracy.

– Latami to miejsce stało bezużytecznie i niszczało. Jedna z urzędniczek, gdy dopinaliśmy kwestie formalne, stwierdziła, że trzeba być albo głupim albo milionerem, żeby się porywać na coś takiego.

– Czyli to było takie porywanie się z motyką na słońce?

– To zrobiły ręce ludzi bezdomnych i dzieciaki. Takie cuda, jakie Bóg nam dał. Nie mieliśmy nawet złotówki w kieszeni, gdy tu przyszliśmy. Modliłem się: „Proszę Cię, Panie Jezu, o dobre warunki umowy”. Dostaliśmy to miejsce w dzierżawę na 30 lat na rewelacyjnych warunkach. 1200 metrów. „Boże, super! Ok, co dalej?”. I Bóg nam pokazywał.

– Ale co konkretnie?


– No, tak np. „Idź teraz do PSB, porozmawiaj z dyrektorem tej firmy”. Pojechaliśmy do pana Wojtka, a on przyjechał, posłuchał historii naszych chłopaków i mówi: „Macie wszystkie materiały za darmo”. Jakaś hurtownia też nam pomogła, pani Ania ze sklepu tutaj niedaleko – również. Okazało się, że rodzina tego pana Wojtka produkuje okna, więc stwierdziłem, że ich też po prostu o to zapytam. Jadę do tego człowieka i mówię: „Bardziej niż na tych oknach zależy mi, żeby pan poznał historię ludzi, z którymi tu pracujemy. Czy dostaniemy te okna od pana, czy dostaniemy je od kogoś innego, Pan Bóg i tak nam je da. Ale chciałbym, żeby pan poznał naszą wspólnotę”. I właściciel firmy przyjechał tutaj, oprowadzałem go po całym budynku. Na końcu myślałem sobie: „Panie Boże, żeby on nam dał chociaż dwa okna. No, cztery może”. A on stwierdził: „Ok, daję wam wszystkie okna. Na całe pierwsze piętro”. 28 okien. „Wow, Boże, dziękuję Ci”.
Później przyjechała firma „Vrata”. Mamy taką lokalną gazetę „PabiaNice” i dziennikarka zadzwoniła do nich, mówiąc: „Słuchajcie chłopaki, Dobromir robi fajny projekt, spróbujcie z nim pogadać”. Przyjechali tutaj, zobaczyli i zaproponowali: „Jak oni dali wszystko, to my też damy wszystkie drzwi”. I dali nam wszystkie drzwi. A reszta, to już ciężka praca.
Później pojechałem na rekolekcje do USA i tam spotkałem Polaków, którym opowiedziałem o wszystkim, co robimy i jak to wygląda. W ciągu kilku miesięcy Polonia amerykańska wspomogła nas na tyle, że kupiliśmy piec, opłaciliśmy poszczególnych fachowców, kupiliśmy wykładzinę, sprzęt do nagłośnienia, hydraulikę, krzesła i… ekogroszek. Idealnie się to rozłożyło. Akurat mieliśmy na start. Bardzo pomogli nam też urzędnicy. To jest niesamowite, bo ja jestem ekspertem w pracy, o której oni nie mają zielonego pojęcia. Ale oni z kolei są ekspertami w dziedzinie, o której ja nie mam pojęcia. Gdy to się zazębia, można zdziałać naprawdę fajne rzeczy.

– Ile czasu potrzebowaliście na remont?

–Zajęło nam to dokładnie 5 miesięcy. Pracował na to cały szwadron ludzi. To nie jest zrobione na tip top jak w hotelu 5-gwiazdkowym. Ale też nie o to chodzi. Już działamy. W niedziele mamy spotkania. Przychodzą ludzie, jemy zupę, posiedzimy, pomodlimy, pogadamy itd. Najprostsza forma Ewangelii. Taka jak Pan Jezus praktykował. Spotykał się z ludźmi, dawał im jeść, mówił im słowo, modlił się za nich, przemieniał ich, szli dalej. Ci, którzy chcieli korzystali, ci, którzy nie chcieli, szli swoją drogą. Mamy ten sam cykl.

– Jakie są wasze plany na przyszłość?


– W czerwcu robimy już siódmą edycję „Chillout-u na Starówce” – to taki piknik dla dzieciaków i rodziców w centrum Pabianic. Mamy dmuchańce trampolinę, darmowego grilla. Z kolei tutaj, w naszym centrum, na górze robimy teraz siłownię. Na to czekam bardzo. Na wakacje przygotowaliśmy fajny projekt: „Zapytaj tatę czy bierze stówkę na klatę”? Wymyśliłem to całkiem przypadkiem razem z Sebastianem, z którym razem tu działamy. Chłopaki pojechali po sprzęt do siłowni do Nowego Tomyśla.
Wygraliśmy też projekt z miasta i kupiliśmy za 20 tys. sprzętu sportowego. To i tak jest jeszcze mało, kropla w morzu. Ale będziemy pisać kolejne projekty i dokupimy następne rzeczy. Karnety w tym mieście kosztują minimum 120 zł. Przeciętny chłopak czy dziewczyna, gdzie oni pójdą na siłownię? Nie ma szans. A tu zrobimy wejściówki po 20-30 zł, opiekę instruktorską, zajęcia od tej do tej godziny. Mamy dwie fajne dziewczyny, które chcą prowadzić zajęcia fitness. Dokoła tej siłowni planujemy zrobić plac zabaw, żeby mamy mogły przyjść z dziećmi. Jeszcze dużo tu poprawimy, wyczyścimy teren. W piątki będziemy robić wydarzenie „Happy Friday”. Stworzyć klub młodzieżowy. Jak będzie ring, chcemy zrobić taki projekt nokaut drag, żeby chłopaki pod okiem trenera mogli sobie tam poboksować, posłuchać muzyki, pograć w bilard itd.

– Twoim celem jest działanie społeczne?


– W Biblii jest taki fajny werset: „Aby ludzie, widząc wasze dobre uczynki, chwalili Ojca w niebie” (por. Mt 5,16). Ja kocham głosić Ewangelię. Ale dla niektórych ludzi jedyną Ewangelią, jaką przeczytają, jest nasze życie. Wiesz, żyjemy w czasach, gdy ludzie nie umieją czytać. Oni w ogóle nie słyszą słów Ewangelii, które się do nich mówi. Diabeł otumanił ludzi gadżetami. Batalia o umysły ludzi toczy się w niewiarygodny sposób.
Dlatego pytałem: „Boże, jak mam do nich docierać?”. I wiesz co usłyszałem?”Tak jak Samarytanin, Dobromir”. Ludzie mają tak poturbowane serca, że to jest miejsce, przez które możemy dzisiaj do nich docierać. Potrzebujemy dotykać ich dobrym czynem. Na nowo. Ludzie są tak pocięci wewnątrz, że tylko właśnie spokój, wspólny czas, relacje, dialog, sprawiają, że oni mogą na nowo usłyszeć, zobaczyć. Ja płakałem po nocach, chciałem żeby ludzie doszli do tego miejsca, w którym ja byłem i jestem dzisiaj.

– A jak to było w Twoim życiu?


– Ja naprawdę przegrałem życie. Wszystko, co mam, zawdzięczam Bożej miłości, Bożej obecności w moim życiu. I temu fragmentowi, w którym Paweł mówi: „Odmieńcie się przez odnowienie swojego umysłu”. I my to właśnie chcemy powiedzieć ludziom, że nawrócić się to jest jedno – kiedy stwierdzasz: „To, co się stało w moim życiu, jest niewłaściwe. Boże, przepraszam Cię”. Ale potem zaczynasz iść inną drogą, zaczynasz działać.
To, co dzisiaj widzisz, to owoc 15 lat mojej pracy nad sobą, tego, że przyjąłem Bożą samodyscyplinę w moim życiu. Klękałem przed Panem Bogiem, do dzisiaj klękam i mówię: „Boże, z tym jest mi ciężko, z tym sobie nie radzę. Proszę Cię, pomóż mi”. Dzisiaj jestem tatą trójki dzieci, mężem Gusi mojej kochanej, jednym z usługujących tej fundacji (Młodzi dla Młodych – przyp. red.), pracujemy, karmimy ludzi, prowadzimy ośrodek, działamy.
Projekt RapPedagogia (autorski program profilaktyczny przeciw uzależnieniom – przyp. red.) w ciągu tych 7 lat odwiedził ponad 700 szkół, kryminałów, domów dziecka, pojechaliśmy też do polskich szkół w USA, spełniło się moje marzenie. Bóg naprawdę spełnia marzenia tych, którzy trzymają Go za rękę. To są owoce. To jest Boże błogosławieństwo. I Bóg obiecuje to każdemu z tych ludzi. To nie tak, że ja jestem jakimś ewenementem. Inna sprawa, że ludzie słuchają mnie na Youtubie i chcą zrobić to samo w 15 min. Piszą do mnie, że zrobili to samo, co ja mówiłem na świadectwie i nie działa. A ja mówię wyraźnie, że ten proces trwa od 15 lat. I nie skończył się. Jest mnóstwo schematów, z których Pan Bóg ciągle mnie leczy.

– W Kościele są ludzie, którzy oddają się na służbę drugiemu człowiekowi.


– Bo to jest funkcją Kościoła, ale my to zgubiliśmy. Parafia w XXI wieku powinna działać z bezdomnymi, z uzależnionymi, z prostytutkami itd. To nie jest tak, że wystarczy s. Chmielewska czy Matka Teresa. To jest chore, że stawiamy takie osoby na piedestale i usprawiedliwiamy się ich czynami. Każda parafia to powinna robić w takich czasach, w jakich żyjemy. Służba wśród bezdomnych bardzo szybko sprowadza mnie na ziemię. A wielu ludzi w Kościele nigdy nie przyjęło żadnej służby. To jest coś, co uczy nas pokory.
Za to kocham Matkę Teresę z Kalkuty. Ona była tak prosta w tym, co robiła. Lubię tę historię, gdy przyszedł do niej dziennikarz, a ona akurat trzymała na rękach dziecko bez nosa i ten dziennikarz stwierdził: „Nie mógłbym tak, obrzydza mnie to”. A Matka Teresa odpowiedziała: „Ja też bym tak nie mogła. Też mnie to obrzydza. Mnie tak. Ale pozwalam, żeby Jezus we mnie działał w tych ludziach”. To jest sedno chrześcijaństwa. Pozwolić, żeby przez nasze ręce, przez nasze nogi działał Pan Bóg. Tak – jak nas stworzył, tak – jak nas powołał.
Mnie powołał do takiej służby w muzyce, robię rap, to otwiera serca młodych ludzi, skłania ich do refleksji. Powołał mnie do charyzmatycznej służby w taki sposób, że potrafimy udźwignąć ten projekt. Dał mi mądrość, przez wiele lat mnie prowadził, nabierałem doświadczenia, obserwowałem innych posługujących. Jestem też wykładowcą na uczelni, jeżdżę z rekolekcjami. Mówię to najprostsze słowo – to, co mnie dotyka w pracy z tymi ludźmi. Nie głoszę wielkich kazań.

– To w jaki sposób ci młodzi do was trafiają?

– Głównie przez pocztę pantoflową. Ktoś usłyszy od drugiego i przyjdzie. Ludzie w Pabianicach znają nas już trochę. Ale też wychodzimy na osiedla, na rowery, spotykamy małolatów, zapraszamy ich na spotkania. Robimy objazdówki po mieście, wpadamy na meliny – tam, gdzie piją starsi ludzie, zawozimy zupę, ściągamy ludzi, zawozimy na detoks. Często w okolicy są inni ludzie, którzy to widzą, Młodzi pytają: „Co wy robicie, skąd jesteście itd.? Wiesz, Kościół naturalnie szuka jakiś sposobów ewangelizacji. A ja mówię: „Idźcie na ulicę, zacznijcie działać, zróbcie kanapkę, pomóżcie temu, tamtemu wytrzepcie dywan”.

– A czy to nie jest tak, że ludzi hamuje to, że jeśli zrobisz jeden krok, to za nim idą kolejne? Nie wystarczy zrobić kanapki.


– Dokładnie tak jest. Ludzie nie chcą płacić ceny. Chcą szybkiego, taniego chrześcijaństwa. I tak jak mówisz, pomożesz wytrzepać dywan, więc ci ludzie przychodzą i proszą o pomoc dalej. Dlatego otworzyliśmy ten hostel (dla bezdomnych – przyp. red.), gdzie ci, co stanęli na nogi, pomagają tym, którzy dopiero przyszli. To jest niesamowity sukces i wielka radość naszej pracy – tego, co my tu robimy.
Kinga, którą widzisz, mało co nie została zjedzona przez wszy, przyszła do nas do ośrodka, skończyła terapię. Gosia, którą widzisz, sprzedawała wódkę na melinie. Nawrócił nam się chłopak, remontuje nam teraz ściany w środku, który był takim lokalnym pijaczkiem, wszyscy go znali. Jak Gosia się dowiedziała, że on u nas działa, że się nawrócił, zamknęła melinę, przestała wódką handlować.
To są hardzi ludzi, oni sobie nie dadzą na głowę wejść. Ale trzeba ich pokierować, zmotywować. Ja często robię jakiś obiad u mnie w domu, spotykamy się, rozmawiamy, dziękuję im za ich służbę. Gosia od 4 miesięcy gotuje nam zupę dla wszystkich. Za darmo. Maciek to też jest gość, który do nas przychodzi, wraca, non stop na dopalaczach. Szósty chyba raz już. I Gosia go cały czas tutaj ściąga. Matka już mu odpuściła, a Gosia cały czas mu „truje”, cały czas mu serce poświęca. Sebastian, o którym mówiłem wcześniej, trafił do nas z ulicy, narkoman, ojciec zapił się, gdy chłopiec miał 11 lat. Do nas przyszedł w wieku 16 lat. Myślał, co by nam ukraść. Ale został. Teraz jest instruktorem na naszej siłowni.

– A gdybyś miał powiedzieć, czego ci ludzie potrzebują najbardziej to, co to jest?


– Praca, dyscyplina i relacje. Oni potrzebują słyszeć, że są ważni, potrzebni, wartościowi. My nie potrzebujemy żadnych pieniędzy. Pan Bóg sobie poradzi. My potrzebujemy rekolekcjonistów, którzy przyjadą, poświęcą czas, pobędą z nimi. Nie takich, którzy przyjadą, nałożą ręce i pojadą dalej, ale takich, którzy będą przyjeżdżali. Takich kapłanów potrzebujemy, którzy ich wysłuchają, pomodlą się z nimi.
W najbliższym czasie, 22 czerwca, zaprosiliśmy ks. Marka Dziewieckiego, który będzie mówił o Bogu – przyjacielu. Ci ludzie nawracają się tak jak ja. To są przypadki, które nawracają się latami. My dzisiaj potrzebujemy zrozumieć, że Kościół naszych czasów to Kościół, który jest szpitalem. Jednych uzdrawia od razu, a innych uzdrawia długoterminowo w procesie profilaktyki i terapii.

– Czasem to wszystko wcale nie jest takie proste. Czy Ty nie masz czasami dość?


– No, nie, to nie jest proste. To jest bardzo trudne. Ja przepłakałem wiele godzin po nocach. Tak jak Pan Jezus w ogrodzie. Pamiętam taki moment, gdy mieliśmy półkolonie któregoś lata. Byłem zmęczony, zespół się kłócił, wszystko było do bani, wszystko zwaliło mi się na głowę. Uklęknąłem za budynkiem i zacząłem się modlić. „Jezu, mam dość. Daj już spokój”. Taka Boża obecność zstąpiła. Czułem, że jest tak, jak to jest napisane w Liście do Hebrajczyków, że obłok świadków nam kibicuje (por. Hbr 12,1). Pan Bóg mówi: „Spójrz w niebo”. Spojrzałem do góry, zaczęły mi płynąć łzy. I czułem, że Szczepan patrzy na mnie. Noe, Abraham, Mojżesz. I Bóg mówi: „Nie przejmuj się tym, co jest na ziemi. My w niebie ciągle wam kibicujemy, ciągle czekamy na was, widzimy waszą pracę, przechodziliśmy ten trud. Zobacz, jak Noe budował 120 lat statek. Nigdy nie było wody, ludzie ciągle się z niego śmiali, ciągle były kłótnie, awantury. Naprawdę wiem. Spójrz na Mojżesza, jak wyprowadzał lud z Egiptu, poprowadził ich w najbardziej beznadziejnym kierunku, w kierunku wody”.
Strategicznie musieli się z niego śmiać. Bo tam byli też mądrzy ludzie. To nie tak, że tylko on pokończył szkołę. Zresztą Mojżesz był zakompleksiony, miał ciągle lęki itd. Oni mieli go za głupka. I Bóg mówi: „Dobromir, Ja to naprawdę rozumiem, kibicujemy ci. Nie łam się, jeszcze trochę przed tobą”. I przyszedł mi na myśl ten werset: „Nadejdzie dzień, że otrę z waszych oczu wszelką łzę” (Ap 21,4).

Tagi:
pomoc

10.000 euro dla Syrii

2018-06-23 08:22

Marian Florek

W dniu 22 czerwca 2018 r. w auli Tygodnika Katolickiego „Niedziela” odbyła się konferencja prasowa poświęcona działaniom pomocowym Caritas Polska na rzecz Syrii, gdzie od wielu lat trwa wojna.

Marian Florek
Zobacz zdjęcia: 10.000 euro dla Syrii

W spotkaniu zorganizowanym wspólnie przez Caritas Polska, Caritas archidiecezji częstochowskiej i tygodnik katolicki „Niedziela”, obok arcybiskupa Tobji wzięli udział również: ks. Marek Dec, zastępca dyrektora Caritas Polska, ks. Marek Bator, dyrektor Caritas archidiecezji częstochowskiej, Sylwia Cieślar Hazboun, pracownik Caritas Polska raz przedstawiciele Hope Center w Aleppo: Safir Salim i Freddy Youssef.

Wspaniałym finałem obecności syryjskich gości było przekazanie na Jasnej Górze od Caritas Archidiecezji Częstochowskiej przez abp. Wacława Depo czeku na kwotę 10.000 euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś mecz o wszystko

2018-06-24 10:24

wpolityce.pl

Pokonane w pierwszej kolejce mundialu piłkarskie reprezentacje Polski i Kolumbii zagrają ze sobą w niedzielę o godz. 20 w meczu o wszystko w Kazaniu. Wcześniej w grupie H Japonia zmierzy się z Senegalem. Na ten dzień zaplanowano też mecz grupy G Anglia - Panama.

kathayut/fotolia.com

Biało-czerwoni na inaugurację przegrali 1:2 z Senegalem, podobnie jak Kolumbia z Japonią. Druga porażka może oznaczać koniec szans na wyjście z grupy.

W składzie zespołu Adama Nawałki szykuje się sporo zmian w porównaniu z meczem z Senegalem. Polacy, spodziewając się ofensywy Kolumbijczyków, zagrają prawdopodobnie defensywnie i będą czekać na kontrataki.

W drużynie z Ameryki Południowej zabraknie ukaranego czerwoną kartką już w trzeciej minucie meczu z Japonią doświadczonego pomocnika Carlosa Sancheza. Tymczasem trener biało-czerwonych ma już do dyspozycji wracającego po kontuzji barku Kamila Glika, choć możliwe, że jeszcze nie zaryzykuje ze wstawianiem go do składu.

Mimo słabego występu we wtorek w Moskwie nastroje w polskiej ekipie są bojowe. Wszyscy wiedzą, że drużyna pod wodzą Nawałki nie rozegrała dotychczas dwóch słabych meczów z rzędu.

Nie bierzemy pod uwagę wariantu pesymistycznego. Czysto piłkarsko nie jesteśmy słabsi od Kolumbii - podkreślił prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Nie ma tragedii po porażce z Senegalem. Była złość i kolejne spotkanie chcemy rozegrać na innym poziomie. Wierzę, że czas pomiędzy meczami wykorzystaliśmy maksymalnie - stwierdził Nawałka.

Kolumbijczycy, którzy mają swoją bazę właśnie pod Kazaniem, też zdają sobie sprawę z wagi niedzielnego meczu.

Ich selekcjoner Jose Pekerman powiedział, że podopieczni Nawałki tworzą jeden z najsilniejszych zespołów w Europie.

W meczu z Senegalem Polakom przytrafiło się kilka dziwnych rzeczy - dodał.

Początek meczu w Kazaniu o 20 polskiego czasu. Trzy godziny wcześniej w Jekaterynburgu rozpocznie się starcie Japonii z Senegalem, czyli zespołów mających po trzy punkty w grupie H.

W niedzielę odbędzie się jeszcze jedno spotkanie. O godz. 14 w Niżnym Nowogrodzie Anglia zmierzy się z Panamą (grupa G). W przypadku zwycięstwa Harry Kane i koledzy zapewnią sobie awans do 1/8 finału. Bardzo bliska tego celu jest w tej grupie Belgia, która po sobotnim zwycięstwie nad Tunezją 5:2 ma sześć punktów i o trzy wyprzedza Anglię.

kk/PAP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Gniezno: wyruszyła ekumeniczna pielgrzymka Niemców i Polaków

2018-06-24 19:43

bgk / Gniezno (KAI)

Nabożeństwo w kaplicy bł. Radzyma Gaudentego w podziemiach katedry gnieźnieńskiej rozpoczęło szesnastą ekumeniczną pielgrzymkę Niemców i Polaków szlakiem Ottona III. Pątnikom towarzyszą słowa Izajasza „Pan mnie namaścił” oraz refleksja nt. wolności.

PL.WIKIPEDIA.ORG

Wspólnie z uczestnikami pielgrzymki w nabożeństwie uczestniczyli: abp senior Henryk Muszyński, który od początku wspierał i patronował ekumenicznej inicjatywie oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak dla którego jest ona znakiem, iż dziedzictwo św. Wojciecha, patrona niepodzielonego Kościoła, jest wciąż żywe.

„To wspólne wędrowanie, wspólna modlitwa i świadectwo pokazują, że Niemcy i Polacy, katolicy i ewangelicy pragną razem głosić i nieść Chrystusa w świat jak czynił to św. Wojciech. Słowo «razem» jest tu kluczowe. Razem pielgrzymują i razem stają jako świadkowie Ewangelii” – przyznał abp Wojciech Polak.

Nabożeństwo poprowadzili dwaj kapelani zaangażowani w organizację pielgrzymki od samego początku. Po stronie polskiej jest to ks. Jan Kwiatkowski, obecnie proboszcz w Długiej Goślinie, po stronie niemieckiej ewangelicki pastor Justus Werdin, który pielgrzymkę nazywa „ekumeniczną akademią na pieszo”.

„Jest modlitwa i wspólnota, jest odkrywanie tego, co najważniejsze, jest rozmowa i milczenie, jest uczenie się, jak być dla siebie nawzajem miłosiernymi. Bo tego też trzeba się nauczyć” – podkreślił pastor Werdin dodając, że w tym roku jest to także refleksja i zaduma nad wolnością i naszą za nią odpowiedzialnością .

„Będziemy się dzielić także tym, jak wiele dobrej woli potrzeba, by dar wolności został dostrzeżony i właściwie wykorzystany” – dodał ewangelicki duchowny.

Na temat wolności i niepodległości wskazał także ks. Jan Kwiatkowski przypominając o obchodzonej w tym roku rocznicy i przyznając, że jest bardzo ciekawy tego polsko-niemieckiego dialogu na ten temat.

„Mamy na trasie Gniezno, mamy Poznań, mamy Zbąszynek, gdzie kiedyś była granica, mamy więc miejsca, które dyskusję mogą zainicjować. Ciekaw jestem pytań i refleksji, zwłaszcza ze strony niemieckich pielgrzymów, szczególnie, że to oni zasugerowali, byśmy nad tym tematem się pochylili” – przyznał ks. Kwiatkowski.

Na ekumeniczny pątniczy szlak wyruszyło ponad trzydzieści osób. Liczba nie jest ostateczna, bo w drodze niektórzy jeszcze dołączą. Trasa wiedzie tradycyjnie przez Ostrów Lednicki, gdzie pielgrzymi będą jutro, Zbąszynek, Słubice, do Poczdamu i dalej pod stronie niemieckiej do Magdeburga, gdzie pątnicy dotrą 30 czerwca i gdzie ich wędrówkę zakończy nabożeństwo w miejscowej katedrze.

Pielgrzymka Ekumeniczna jest oddolną inicjatywą zrodzoną z potrzeby wspólnej modlitwy i spotkania. Jej pomysłodawcą jest ewangelik Helmut Kruger, niegdyś niechętny i uprzedzony do Polaków. Pragnąc zrewidować swoją postawę zaczął szukać pozytywnych epizodów w historii relacjach polsko-niemieckich. Uznał, że wydarzeniem takim był Zjazd Gnieźnieński w roku 1000, kiedy to u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie spotkali się cesarz niemiecki Otton III i przyszły król Bolesław Chrobry. Kruger wraz z grupą przyjaciół zaczął pielgrzymować do Gniezna. Dzięki kontaktom z pastorem Justusem Werdinem, wielkim przyjacielem Polski, poznał chrześcijan w Polsce. Tak narodziła się idea wspólnego pielgrzymowania.   Inicjatywę gorąco poparł ówczesny metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński, który zaproponował zajęcie się stroną organizacyjną ks. Janowi Kwiatkowskiemu, wcześniej zaangażowanemu w organizację pielgrzymek z Gniezna na Jasną Górę. Duchowny zaangażował się we współpracę z ewangelikami i z czasem ukończył studia doktoranckie z ekumenizmu na UKSW.

Na przestrzeni lat utarła się formuła pielgrzymki. Wyrusza ona na przemian – raz z Gniezna, raz z Magdeburga. Symboliczna jest zarówno trasa jak i termin. W Magdeburgu nauki pobierał św. Wojciech. Tam również swój początek miała historyczna pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna w roku tysięcznym.

Równie symboliczny jest czas trwania pielgrzymki – od uroczystości św. Jana Chrzciciela do uroczystości apostołów Piotra i Pawła. Ma on głęboki teologiczny sens zarówno dla katolików, jak i protestantów, zwraca bowiem uwagę na proroka, który zapowiadał Chrystusa oraz na apostołów, którzy dyskutowali i pracowali nad kształtem Kościoła.

W tym roku oprócz wspólnej modlitwy pielgrzymi przed wyruszeniem w drogę wysłuchali także koncertu w katedrze gnieźnieńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem