Reklama

Zioła na długowieczność

2018-04-25 11:32

Anna Skopińska
Edycja łódzka 17/2018, str. IV

Kamil Gregorczyk
Jan Kubiak, honorowy bonifrater

Z Janem Kubiakiem, honorowym bonifratrem, zielarzem łódzkiego konwentu bonifratrów i spadkobiercą tajników leczenia ziołami braci z Wilna, rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Panie Janie, nasi Czytelnicy poprosili o zadanie takiego pytania: Czy istnieje recepta na długowieczność?

JAN KUBIAK: – Są tylko pewne przepisy, zasady, co robić, by żyć długo i szczęśliwie. W rodzinie mojego ojca było ośmioro rodzeństwa, wszyscy byli długowieczni – żyli od osiemdziesięciu do dziewięćdziesięciu kilku lat.
Nasuwa się więc pytanie: Co było przyczyną? Żyli w trudnych warunkach materialnych. Posiłki były skromne, nie dojadano, zachowywano post. Ale wszyscy byli zahartowani. Gimnastykowali się – to było obowiązkiem – codziennie po 10-15 min. Pamiętam, że w pokoju był zainstalowany drążek, na którym zawsze trzeba było robić po kilka koziołków. Akurat dziś była u mnie pani w sprawie swojej mamy – 98 lat, która jest w jeszcze bardzo dobrej kondycji i mieszka w Łodzi. Więc coś jest w tym, że łodzian w tak późnym wieku jest dużo.

– To ze względu na tą biedę?

– Oczywiście. Po prostu takie były czasy – wojna i czas po niej, bieda – więc nie dojadano. Nie stać było ludzi na to, by się przejadać. Przestrzegano też zasad. I jak nadchodził Wielki Post, to on też był z korzyścią dla zdrowia. I to można było kontynuować jeszcze po dzień dzisiejszy, ale nie wszyscy jakoś tego przestrzegają.

– Widzi Pan to po swoich pacjentach?

– Widzę i słucham tego, co mówią. Dziś wszystko się zmieniło. Dzieci rodzą się słabsze, jest dużo wcześniaków, niedonoszone ciąże na skutek palenia papierosów, picia alkoholu. Czy Pani wie, że gdy byłem w liceum, to na pytanie wychowawczyni, kto pił alkohol podniosły się trzy ręce na trzydziestu uczniów? Proszę obecnie zapytać o to gimnazjalistów.
Także o wczesną inicjację seksualną. Przychodzą do mnie panowie, którzy w młodym wieku już mają z tym problem. Młodzi ludzie chorują na trzustkę, wątrobę, cukrzycę, wielu ma problemy z nadwagą. Więcej ludzi nosi okulary, bo ma problem ze wzrokiem. Jednym słowem jest to pokolenie słabsze.

– Ale to z czegoś się wzięło. Można przecież żyć zdrowo – nawet teraz widać duży zwrot i zainteresowanie powrotem do natury, zdrowym żywieniem czy w ogóle stylem życia...

– Z moich kilkudziesięcioletnich obserwacji i pracy z ludźmi wynika, że przyczynami są zanieczyszczenie środowiska, w którym żyjemy, stosowanie w nadmiernych ilościach nawozów sztucznych, oprysków i produkowana – jakościowo gorsza – żywność. Przecież zanieczyszczenie powietrza jest tak duże, że corocznie umiera od smogu wielu ludzi. Przemysł chemiczny i ciężki spowodował zanieczyszczenie gleby i wody.

– Możemy jakoś sobie pomóc?

– Podstawa to raz w roku robić analizy i badania lekarskie, aby upewnić się o stanie swojego zdrowia. Trzeba pamiętać o wczesnym wstawaniu, a wieczorem kłaść się spać o godz. 22. Zamiast oglądać telewizję chodzić na spacery.
Należy wietrzyć pomieszczenia, w których się przebywa, szczególnie sypialnię, jeść posiłki regularnie – zaleca się pięć w ciągu dnia – na śniadanie i obiad więcej, na kolację mniej i zjadać ją przed godz. 19. Unikać stresów, być wesołym i miłym, słownym i punktualnym, nie przeklinać, nie zadawać pytań, które mogą spowodować, że ktoś będzie się czuł zażenowany czy będzie kłamał. A jeśli zdrowie zaczyna się pogarszać, to udać się do lekarza.

– Te zielarskie receptury też mogą nas wesprzeć?

– Jak najbardziej. Trzeba pamiętać o oczyszczaniu organizmu z toksyn i codziennym piciu ziół. Zamiast kawy i herbaty. Bo po to Bóg stworzył zioła i nauczył ludzi i zwierzęta, jak z nich korzystać, by żyć długo i szczęśliwie. Ja piję je z dobrym skutkiem, mając już ponad 80 lat.

– Jakie to zioła?

– Miłorząb japoński, kwiat głogu, melisę , skrzyp, kocimiętkę, różę i aronię. A dzieci zachęcam do uprawiania sportu.

– A co zaleca Pan w diecie?

– Trzeba kontrolować to, co zjadamy. By te posiłki były lekkostrawne, by sprawiały radość, jeśli samemu potrafi się jeszcze coś przygotować. Ale nie można jadać za dużo, trzeba jadać częściej, a w mniejszych ilościach. To są wówczas takie zalety dla organizmu, by się dobrze rozwijał i wtedy też inne myśli przychodzą do głowy. Wówczas człowiek nie popada w sklerozę. Bo największym teraz zagrożeniem w starszym wieku jest brak pamięci.

– Ale do tego też w jakiś sposób można się przygotować i podeprzeć ziołami...

– Jeśli chodzi o zioła, to konieczny jest kwiat głogu, owoc głogu, melisa, serdecznik, ale najważniejszy jest miłorząb japoński.

– Na pamięć?

– Oczywiście. Miłorząb to taka rewelacja w dzisiejszych czasach. To roślina, która po Hiroszimie pierwsza z gruzów i zgliszczy wyrosła. Dużo badań prowadzi się nt. zastosowania miłorzębu, zresztą wiele innych roślin poddaje się badaniom. Choć ja generalnie bazuję na tych ziołach, które wyrosły już tu na terenie Polski. Tak jakoś Pan Bóg to ułożył, że na wszystko jest. Więc jak najbardziej można mieć zaufanie do ziół. Ale by były efekty, trzeba pić je regularnie. Nie można przerywać leczenia.

Tagi:
wywiad ziołolecznictwo

A. Pityński o porozumieniu ws. Pomnika Katyńskiego w Jersey City

2018-05-15 12:39

Rozmawiał Waldemar Piasecki (KAI) / Nowy Jork

"Ulga. Zwyciężyła mądrość" - tymi słowami podsumował spór o przeniesienie Pomnika Katyńskiego w Jersey City w USA jego twórca Andrzej Pityński. "Kiedy dowiedziałem się o planach przesunięcia mojego pomnika w Jersey City, koncentrowałem się na tym `dokąd?`, a nie na doszukiwaniu się jakichś teorii spiskowych: `kto za tym stoi?`” - powiedział w rozmowie z KAI. Andrzej Pityński będzie jutro towarzyszył polskiej parze prezydenckiej podczas ceremonii złożenia kwiatów pod Pomnikiem Katyńskim w Jersey City.

Twitter
Wizualizacja udostępniona przez burmistrza Stevene Fulopa
Waldemar Piasecki
Andrzej Pityński z Medalem 75-lecia Misji Jana Karskiego

Publikujemy tekst rozmowy.

Waldemar Piasecki: Jakie jest uczucie związane z porozumieniem w sprawie pańskiego Pomnika Katyńskiego, sprawiającym, że monument pozostaje na nabrzeżu hudsońskim?

Andrzej Pityński: Ulga. Zostanie przeniesiony o niespełna 60 metrów do wylotu ulicy York na nabrzeże. Nie zmienia to znacząco jego lokalizacji w strukturze Jersey City, ani jeżeli chodzi o obecność na tle panoramy Manhattanu po drugiej stronie rzeki Hudson.

- Zaproponował Pan, że park, który miałby towarzyszyć pomnikowi na nabrzeżu mógłby otrzymać imiona podpułkownika Barucha Steinberga, Naczelnego Rabina Wojska Polskiego zamordowanego w Katyniu i Johna Van Vlieta, pułkownika Armii Amerykańskiej, który jako jeniec wojenny został przywieziony do Katynia i tam był świadkiem ekshumacji polskich oficerów, która świadczyła o sowieckim autorstwie zbrodni. Co za tym przemawia?

- Takie dopełnienie mego pomnika tworzyłoby na nabrzeżu Hudsonu w Jersey City spójną narrację zbrodni. Ginęli w Katyniu także Żydzi. Zostało zamordowanych niemal ośmiuset Żydów w polskich mundurach oficerskich. W tej liczbie wspomniany Naczelny Rabin Wojska Polskiego major (awansowany w połowie września 1939 roku na podpułkownika) Baruch Steinberg. Z kolei Amerykanie, w tym pułkownik John Van Vliet, starali się, aby zbrodnia nie została "pogrzebana" w imię sojuszniczych porozumień sowiecko-amerykańskich. Z drugiej strony Stany Zjednoczone będąc w sojuszu z Sowietami przez długie lata nie chciały drażnić prawdą o ich wodzu Stalinie. Prawdę pełnym głosem wyraziła dopiero kongresowa Komisja Raya Maddena w kwietniu 1952 roku, która po drobiazgowym śledztwie, wskazała jednoznacznie na Moskwę jako sprawców zbrodni. Można śmiało powiedzieć, że Ameryka nie pozwoliła wtedy pogrzebać prawdy o Katyniu na czym tak bardzo zależało Sowietom.

Wikipedia
Rabin ppłk. Baruch Steinberg

- Wierzył Pan, że dojdzie do porozumienia w sprawie pomnika?

- Wierzyłem w amerykańską mądrość w takich sytuacjach. Zawsze chodzi o sformatowanie negocjacji wedle reguły „win-win”, czyli poczucia sukcesu po obu stronach i unikania sytuacji, kiedy sukces jednej strony jest porażką drugiej.

- Co uważał Pan za największe zagrożenie? Andrzej Pityński: Rozbuchanie sporu wokół pomnika, jako jakiejś wojny z Polakami czy Polską generalnie. Klimatu jakiegoś spisku antypolskiego. Byłem od tego jak najdalszy. Waldemar Piasecki: A inni?

- Różnie. Uaktywniło się nagle w sprawie pomnika tylu chętnych do zabierania głosu i walki o jego "ocalenie", że zaczynałem się już w tym gubić. Zwłaszcza, że na ogół nikt nie widział potrzeby kontaktu ze mną.

- Do burmistrza Jersey City zwróciło się podobno około dwudziestu różnych polonijnych grup i organizacji chcących prowadzić negocjacje.

- Od początku uważałem, że w roli reprezentantów powinni występować Konsul Generalny RP w Nowym Jorku Maciej Golubiewski i prezes Komitetu Katyńskiego Krzysztof Nowak. Natłok podmiotów interweniujących mógł tylko utrudniać postęp w negocjacjach.

- Pan zdawał się od nich sam dystansować?

- Autor dzieła powinien znać swoją rolę. Moją opinię wyraziłem, ale nigdzie się sam na siłę nie pchałem.

- Zakładał Pan możliwość zmiany lokalizacji pomnika?

- Oczywiście każdy twórca wolałby, aby jego pomnik miał jedną lokalizację, ale mądry twórca zakłada też możliwość jej zmiany, gdy stoi za tym jakaś rozumna racja. Jestem realistą. Historia, w tym historia Polski, zna wiele przykładów zmiany lokalizacji pomników. Choćby warszawskiej "Nike" Mariana Koniecznego, pierwotnie odsłoniętej na Placu Teatralnym, a potem przeniesionej w okolice Trasy W-Z. Albo pomnika Księcia Józefa Poniatowskiego Bertela Thorvaldsena, który też zmieniał miejsce m.in. stał przed Pałacem Saskim, a dziś przed Pałacem Prezydenckim. Takie przeniesienie w obrębie śródmieścia Lublina dotyczyło nie tak dawno także Pomnika Ofiar Getta Lubelskiego Janusza Tarabuły i Bogumiła Zagajewskiego. Kiedy dowiedziałem się o planach przesunięcia mojego pomnika w Jersey City, koncentrowałem się na tym „dokąd?”, a nie na doszukiwaniu się jakichś teorii spiskowych „kto za tym stoi?”.

- Podobno od początku miał Pan informację, że Pomnik Katyński otrzyma godną lokalizację nic nie ujmującą jego znaczeniu i wyrazowi?

- Tak było.

- Czy można wiedzieć od kogo?

- Chodzi o Abrahama Foxmana postać dialogu polsko-żydowskiego i polsko-chrześcijańskiego, przyjaciela Jana Karskiego, długoletniego dyrektora Ligi Przeciw Zniesławianiu (ADL), a dziś wiceprezydenta Muzeum Holcaustu w Nowym Jorku. Rodowitego warszawiaka, który jako małe dziecko został ocalony z Holocaustu przez bohaterska Polkę. 4 maja br. otrzymał on od burmistrza Jersey City zapewnienie, że pomnik otrzyma „szacowne miejsce” („respectable place”) możliwie najbliżej obecnego. Należało zachować spokój i czekać na rozwój sytuacji. Wszystko przybrało pomyślny finał. Mówię o tym, aby dać świadectwo, że starania o pomyślne rozwiązanie czynione były także przez stronę żydowską. Jak widać z powodzeniem.

Archiwum
Swój znaczący udział w znalezieniu rozwiązania sporu lokalizacyjnego miał Abraham Foxman, znaczaca postać dialogu polsko-żydowskiego i katolicko-żydowskiego. Tu na zdjęciu z papieżem Franciszkiem.

- Jak wynika z doniesień, teren wokół Pomnika Katyńskiego ma zostać przekazany przez burmistrza Fulopa w imieniu Jersey City, konsulowi Golubiewskiemu, jako przedstawicielowi Polski na 99 lat. Ma to być kawałek Polski nad Hudsonem, o który Polska by się troszczyła. Co Pan na to?

- Oboma rękami się podpisuję.

- Czy teraz można już odtrąbić „polskie zwycięstwo nad rzeką Hudson”?

- To jest wspólne zwycięstwo, a nie kogoś nad kimś. Zwyciężyła mądrość. Przestrzegam przed tanim triumfalizmem. Teraz czekamy już tylko na inaugurację pomnika w nowej nieodległej lokalizacji, w sprawie której doszło do porozumienia.

- W najbliższą środę pod pomnikiem złoży kwiaty polska para prezydencka. Będzie jej Pan towarzyszył?

- Otrzymałem zaproszenie. Myślę, że nic nie stanie na przeszkodzie. Dobrze gdyby towarzyszył nam także burmistrz Jersey City, Steven Fulop.

Rozmawiał Waldemar Piasecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: rozpoczyna się Tydzień Modlitw za Powołanych do Małżeństwa

2018-05-19 11:06

led / Kraków (KAI)

Już dzisiaj w Krakowie rusza inicjatywa „Tak na Serio”. Pod tym hasłem kryje się Tydzień Modlitw za Powołanych do Małżeństwa.nWydarzenie odbywa się co roku od niedzieli Zesłania Ducha Świętego do uroczystości Trójcy Świętej. W tym czasie chętni mogą wziąć udział w Mszach św., koncertach oraz konferencjach na temat narzeczeństwa, małżeństwa oraz relacji między kobietą a mężczyzną i modlitwy.

FrankWinkler/pixabay.com

„Chcemy podejść do tematu narzeczeństwa i małżeństwa ‘Tak na Serio’, dlatego promujemy trzy ważne idee: małżeństwo jako powołanie dane nam od Boga, a które potrzebujemy rozeznać, świadome przeżycie narzeczeństwa i potrzeba stałej formacji małżonków” – podkreślają organizatorzy.

Krakowska odsłona „Tak na Serio” rozpocznie się dzisiaj o 18:30 Eucharystią w kościele rektoralnym pw. Boskiego Zbawiciela (ul. Św. Jacka 16), po której nastąpi adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji powołanych do małżeństwa prowadzona przez Wspólnotę Domowego Kościoła.

Dzień jutrzejszy będzie poświęcony małżonkom (kazania na Mszach św. wg porządku niedzielnego wspomnianego kościoła wygłosi ks. Macieja Dalibora SDS, twórca projektu „Tak na Serio”, a o godz. 19:30 odbędzie się koncert Semper Communio), poniedziałek małżeństwom w kryzysie, wtorek mężczyznom, a środa małżeństwom, które pragną mieć potomstwo.

Kolejne dni będą dotyczyć osób, które boją się przyjąć sakrament małżeństwa, rozwiedzionych, kobiet i narzeczonych (w niedzielę 27 maja kazania na Mszach św. wg porządku niedzielnego wygłosi ks. Adam Ziółkowski SDS, a o godz. 18:00 zostanie odprawiona Eucharystia z błogosławieństwem narzeczonych). Wydarzenia w dni powszednie będą rozpoczynać się Mszą św. o godz. 18:30.

Wśród tytułów i prelegentów poszczególnych konferencji można znaleźć "Dwoje w piecu ognistym" Teresy Markiewskiej, "Kto chce być pierwszy?" o. Łukasza Sośniaka SJ, "Małżeństwo - strach się bać" Doroty i Arkadiusza Mayer-Gawronów czy "Czy rozwiedzeni mogą pójść do nieba?" ks. Jana Abrahamowicza, duszpasterza niesakramentalnych związków małżeńskich.

„Serdecznie zapraszamy na kolejną krakowską edycję Tak na Serio w Krakowie narzeczonych, małżeństwa oraz tych, którzy szukają drugiej połówki - wszystkich powołanych do małżeństwa” – zachęcają do udziału w inicjatywie organizatorzy.

Wydarzenie ma charakter otwarty i nie obowiązują na nie zapisy. Więcej informacji o wydarzeniu można znaleźć na jego facebookowym profilu.

„Tak na Serio” to inicjatywa powstała w 2014 r. w środowisku akademickim przy katolickiej parafii prowadzonej przez zgromadzenie zakonne salwatorianów na warszawskim Mokotowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Wraz z Maryją prosimy o Ducha Świętego

2018-05-20 08:18

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

- Uczestniczymy tego wieczoru w tajemnicy rodzenia, bo podczas tej wigilii będziemy pełnymi radości i dziękczynienia świadkami, że oto narodzą się kolejni synowie i córki Kościoła - mówił podczas Mszy św. Wigilii Zesłania Ducha Świętego abp Marek Jędraszewski w kościele Najświętszej Marii Panny Śnieżnej na Gródku w Krakowie.

W homilii metropolita krakowski podkreślił, że my dzisiaj, podobnie jak kiedyś Apostołowie w Wieczerniku, jesteśmy zgromadzeni wraz z Maryją i prosimy, by zstąpił na nas Duch Święty. Arcybiskup zaznaczył także, że Apostołowie z Maryją modlili się wtedy o jedność, która wynika z tej samej wiary i tych samych pragnień i jest możliwa mimo różnorodności języków. Modlili się także o to, by nastało Nowe Przymierze.

- Nowe przymierze, które będzie wyryte nie tylko na kamiennych tablicach, ale będzie wyryte w ludzkich sercach dzięki czemu ludzki duch nabierze zupełnie nowych wymiarów, nie mających swoich kryteriów w posłuszeństwie, w rygorystycznym wypełnianiu prawa, ale w miłości, którą obdarza nas Ojciec, którą tak niezwykle i do końca swoją śmiercią i zmartwychwstaniem wyraził Jezus Chrystus. Miłością, którą przyniesie nam Duch Święty będący owocem miłości Ojca i Syna.

Metropolita przypomniał, że my mamy udział w tym Nowym Przymierzu dzięki sakramentowi chrztu św.

- Dzięki sakramentowi chrztu św. uczestniczymy w tym szczególnym Nowym Przymierzu, Przymierzu miłości Boga zawartym z ludzkością poprzez moc przelanej przez Chrystusa krwi z wysokości krzyża spływającej na ziemię i mocą Jego zmartwychwstania, które stało się jakże przejmującym znakiem, że Chrystus, nowy Adam, w swoim posłuszeństwie woli Ojca aż do końca, zwyciężył grzech a tym samym przekreślił zapis starodawnej winy. Zwyciężył śmierć, dając także nam nadzieję zmartwychwstania i zwyciężył zło, którego nieustannym urzeczywistnianiem w historii ludzkości jest szatan.

Dzięki uczestnictwu w dzisiejszej liturgii, jak tłumaczył arcybiskup, stajemy u źródeł rodzącego się Kościoła, ale jednocześnie niesiemy bagaż już prawie dwóch tysięcy lat trwania tego Kościoła i ciągłego rodzenia się jego nowych synów i córek. Dzisiaj dzieje się to także.

- Uczestniczymy tego wieczoru w owej tajemnicy rodzenia, bo podczas tej wigilii będziemy pełnymi radości i dziękczynienia świadkami, że oto narodzą się kolejni synowie i córki a potem, że Kościół zostanie umocniony Duchem Świętym szczególnie w odniesieniu do tych, którzy przyjmą sakrament bierzmowania. Sakrament, który uzdalnia, by jeszcze bardziej być wdzięcznym Bogu, że tak umiłował świat.

Po homilii arcybiskup Marek Jędraszewski udzielił sakramentu chrztu św., bierzmowania i Eucharystii trójce katechumenów. Oprócz nich sakrament bierzmowania otrzymało także dziewięć innych osób.

Liturgia Słowa Wigilii Zesłania Ducha Świętego jest mocno rozbudowana. Składa się z pięciu czytań oraz Ewangelii, po której ma miejsce homilia. Następnie udzielenie sakramentów i liturgia eucharystyczna. Na zakończenie wierni otrzymują uroczyste błogosławieństwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem