Reklama

Trzeba puszczać talenty w obieg

2018-04-11 14:49

Szymańska
Edycja łódzka 15/2018, str. IV

Łukasz Głowacki
O. Tomasz Nowak OP

Dominika Szymańska: – Żeby zorganizować takie uwielbienie na kilka tysięcy osób jak „Uratowani” w Wytwórni, trzeba jakoś ludzi przyciągnąć. Czy nie ma w tym pokusy „showmaństwa”? Czy to nie jest tak, że walczymy z tym światem metodami tego świata?

O. Tomasz Nowak OP: – Tak, „showmaństwo” jest z tym związane. Kiedyś łudziłem się, że da się tego uniknąć, ale to jest nieuniknione. Jednocześnie nie przejmuję się tym zanadto, bo w Ewangelii czytam o tym, że za Jezusem chodziły tłumy i cisnęły się do Niego, żeby Go słuchać, a Jezus kazał odbijać łodzią od brzegu. Jezus naprawdę był kaznodzieją wędrownym i w dodatku bardzo popularnym. Więc dlaczego my mielibyśmy tą drogą nie pójść i być jacyś inni czy wyjątkowi w tym względzie? To są pewne mechanizmy, które my dzisiaj nazwalibyśmy medialnymi czy masowymi. A jednak da się w tym zachować szacunek do drugiego człowieka i do siebie samego.
Podobnie święci. Spójrzmy chociażby na św. Patryka, który wskrzeszał po latach zmarłych. To była gwiazda! Musiał być mocny, jeżeli zewangelizował całe te wyspy sam praktycznie. To musiała być taka postać, która naprawdę robiła wrażenie. Mamy też bardzo konkretne doświadczenia z naszego zakonu kaznodziejów, gdzie – sięgając do historii – czytamy o braciach z XIII wieku czy XVI wieku, którzy robili wielkie show.

– Też były takie przypadki?


– Tak, np. budowali specjalny system kilku ambon. Tylu było ludzi, że kaznodzieja głosił, a na ambonach siedzieli kolejni bracia i przekazywali jego słowa następnym, trochę jak echo, żeby wszyscy mogli słyszeć. Wtedy były takie możliwości; teraz są mikrofony i nagłośnienia, ale samo zjawisko istniało, można powiedzieć, od zawsze. Więc kwestią jest tylko nauczyć się z tym żyć, a nie łamać nad tym głowę czy ręce. W takim sensie, że to jest jakieś nie ewangeliczne, nie Boże. To jest ludzkie. Takie po prostu jest.
A do tego, na szczęście, działa Pan Bóg. To jest zadziwiające! Bo myślę, że każdy z nas mógłby powiedzieć: „No, to ja rezygnuję i sobie żyję spokojniej”. Tylko doświadczamy, że Duch nas do tego przynagla, że to jest Jego łaska. To, że tak możemy żyć, że możemy głosić wszędzie, wszystkim i na wszystkie sposoby, tak jak nam św. Ojciec Dominik zalecił. Więc bardziej w tym widzimy błogosławieństwo, jakąś wielką łaskę, że Pan Bóg nas do tego dopuszcza i powołuje, niż że to jest jakaś przeszkoda na drodze do Boga czy do świętości.
Przypomniało mi się, gdy dawno temu, w czasach mojej młodości, zastanawialiśmy się, czy można używać muzyki rockowej do ewangelizacji. To był wielki temat. I pamiętam jedno świadectwo, które mnie ostatecznie przekonało. Chyba był to zespół 2Tm2,3 i oni się modlili, pytając, czy Panu Bogu podoba się to, co robią. I dostali taki fragment ze Starego Testamentu o tym, jak król Dawid idzie do kapłana i pyta, czy ma jakąś broń, bo sam uciekł przed Saulem i nic nie miał. I ten kapłan mu odpowiada: „Mam tylko miecz Goliata, którego pokonałeś”. A Dawid na to: „Nie ma od niego lepszego”. I tę broń, która była zwrócona przeciw Izraelowi, Dawid bierze, żeby teraz walczyć za Izrael. Więc nie jest powiedziane, że takie formy sztuki, które były wymyślone nawet, czy skierowane przez jakiś czas przeciw Kościołowi czy wierze, nie mogą teraz służyć Kościołowi. Wierzymy, że Pan Bóg jest od tego dużo mądrzejszy i działa podobnie, jak powiedział do Piotra: „Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił”.

– A czy to znaczy, że Kościół nie jest wystarczający dla współczesnego człowieka?

– Pan Bóg zawsze działał szerzej niż tylko w Kościele. Dla mnie jakoś symboliczne jest to, co zauważyłem, czytając Ewangelię, że często to Apostołowie byli w łodzi, a Jezus poza łodzią. Piotr wychodził, żeby iść po wodzie czy wyskakiwał, bo na brzegu zobaczył Jezusa. A więc Piotr, w sumie jako jedyny z Apostołów, wychodził z łodzi, nazwijmy ją symbolicznie Kościołem, bo Jezus był gdzie indziej.

– Czyli Jezus wyprzedzał Kościół?

– Taka jest natura Ducha: jest nie do zamknięcia, ciągle jest nowy, ciągle jest świeży. My staramy się za tym nadążać, ale tak naprawdę nigdy nie nadążamy. Robienie wielkich widowisk czy teatralnych, czy muzycznych, czy to na stadionach, czy w wielkich halach to w ogóle nie robi na Panu Bogu wielkiego wrażenia. To On stworzył ten świat, cały. I szuka wszędzie swoich dzieci. Więc jeśli coś pomaga, idźmy za tym. Gorzej, gdyby przeszkadzało. Oczywiście, trzeba siebie pilnować. Jest u nas taki następca św. Dominika, św. Humbert, który w swojej pracy nt. kaznodziejstwa pisze coś takiego: „Czy kaznodzieja ma się podobać”? I odpowiada: „Musi się podobać”. Z dwoma wyjątkami: jeżeli się podoba dla samego podobania albo podoba się w tym, co się Bogu nie podoba. W każdym innym wypadku musi się podobać.

– A więc przyjmijmy, że takie wydarzenia są pewnym zaczerpnięciem u źródła. A co dalej? Łatwo jest popaść w taki schemat „od wydarzenia do wydarzenia”. Gdy żyje się tylko „mocnymi akcentami”, trudno później przełożyć je na codzienność? Pojawia się pewne niezaspokojenie.


– Tak, to jest pytanie: Jak to właściwie ma być? Ale chyba o to chodzi, żeby się rodziły pytania. To pobudza wyobraźnię i kreatywność. Gdy wszystko jest dobrze i wszystko nam pasuje, to nic nie musimy wymyślać. Natomiast chodzi o to, żeby te talenty, które odkrywamy, jakoś dalej puszczać w obieg. I owszem, można żyć od wydarzenia do wydarzenia, ale to jest zakopywanie tego talentu. Jest to pułapka obecna w naszej kulturze. Wydaje mi się jednak wielkim kłamstwem sądzić, że istnieje jakiekolwiek działanie, które nie zawierałoby w sobie żadnych niebezpieczeństw. Tak jakby dobre były tylko te wydarzenia, w których nie ma żadnych niebezpieczeństw. Wtedy nie ma życia, bo to wszystko jest sterylne i tak bezpieczne, że aż mdłe. Życie polega na tym, że inspiruje, że niesie ze sobą ryzyko, że ja muszę nad tym jakoś pracować czy temu zaradzić.
Albo pojawiają się jakieś rzeczy, które przekraczają to, co znałem i prowadzą mnie w rzeczy nowe, których nie znam. A rzeczy, których nie znam, mają to do siebie, że mogą być niebezpieczne. I nie chodzi o to, żeby nie bywać tam, gdzie są niebezpieczeństwa. Idę tam, tylko muszę być w tym mądry i zacząć dbać o to, co rzeczywiście mnie chroni, żeby się głupio nie narażać. Zawsze, gdy mam wątpliwość, sięgam do Ewangelii i patrzę, czy Jezus się nie narażał. I zaraz mnie to otrzeźwia. Bo On wiedział, że chcą Go zabić, że Go prześladują. A jednak wiele razy unikał śmierci, chociaż mógł zginąć. Więc nie będę unikać czegoś, co wydaje mi się wartościowe i sensowne. Jeżeli widzę, że Duch Święty działa, to warto to robić. Tylko powstaje pytanie: Czy można to zrobić mądrzej? Jeżeli mogę zadbać o to, żeby coś, co jest potencjalnym zagrożeniem, nim nie było, to robię to.

– A czy macie w takim razie jakieś konkretne propozycje w codzienności?


– Staramy się działać na poziomie pewnej uniwersalności, żeby potem każdy mógł się odnaleźć w jakichś już konkretnych wspólnotach – czy to będzie neokatechumenat, czy Chemin Neuf czy jeszcze coś innego. Wydaje mi się, że to jest trochę w takim kluczu, chociaż w innej formie, jak spotkania Taizé. Jest to rodzaj wspólnoty tylko na chwilę. Bo niemożliwym jest, by ileś tysięcy ludzi było zgromadzonych w jednym miejscu przez nie wiadomo ile czasu. Więc to trwa przez tydzień, a później każdy wraca do siebie – czy to będzie Ruch Światło-Życie, czy KSM czy cokolwiek innego. Gdybyśmy narzucali z góry jakieś formy, i mówili: „Teraz możecie żyć tylko tak”, to byłoby sekciarskie. A wiemy też, że ci ludzie, którzy nas słuchają, mają swoje wspólnoty.
To w kwestii istniejących już wspólnot i form, ale nigdzie nie jest powiedziane, że nie mogą powstać nowe wspólnoty. Do tego też rzeczywiście bym dążył, żeby to nie wyglądało w ten sposób, że ktoś Pana Boga spotyka i się nawraca, a później mówi: „Zaproponujcie mi coś”. Chodzi o to, by odkryć, czego ja chcę. I by zacząć coś tworzyć. Mam nadzieję, że te wielbienia to nie są punkty „usługowe”, ale punkty inspirujące, że dzięki temu ktoś też zapragnie służyć.

– Czemu akurat uwielbienie? Czemu nie jest to Droga Krzyżowa czy Msza św.?


– Zadziwiło mnie to, gdy na jednym z pierwszych spotkań uwielbieniowych organizowanych jakieś 20 lat temu w Poznaniu spotkałem ludzi, którzy przyjechali tam z bardzo konkretnym pytaniem: „Do czego Pan Bóg mnie powołuje? Co ja mam w życiu robić?”. To niesamowite, bo Pan Bóg właśnie w uwielbieniu daje odpowiedzi. Nie w modlitwie prośby, gdy latami proszę i nic, ale w uwielbieniu. Dlaczego? Dlatego, że uwielbienie nie jest zajmowaniem się swoimi sprawami czy darami, ale samym Bogiem. Wszystkie słowa, pieśni są skierowane do Boga. To nie opowieść o Nim, ale modlitwa do Niego. Bóg obiecuje: Zajmij się Mną, a ja zajmę się tobą.
Widzę, jak Bóg zupełnie niezależnie nas do tego doprowadził. Mówię tu o sobie i o o. Adamie. Przez ostatnie kilka lat byliśmy zupełnie gdzie indziej i robiliśmy inne rzeczy, a paradoks polega na tym, że to nas doprowadziło do wielbienia. Ciekawe jest natomiast to, co widzimy ostatnio w naszym kaznodziejstwie, że Duch Święty prowadzi nas do rzeczy, które są bardzo tradycyjne w Kościele. Właśnie przez to wielbienie, które wydaje się jakąś nowością, przynajmniej w takiej formie, prowadzi nas do Różańca, do Drogi Krzyżowej, do „Naśladowania Chrystusa”, czyli do rzeczy, które były od dawna pokarmem w wierze. Tylko my je odkrywamy jakby z innej perspektywy. I coś z jednej strony może wydawać się przestarzałe czy trącić myszką, widziane jednak z drugiej strony, nagle okazuje się inspirujące, odkrywcze, ciekawe. Jest jakaś mądrość duchowa w tym zawarta, z której i dziś można by skorzystać. Duch Święty, wierzymy, że tak jest, wydobywa ze swego skarbca rzeczy stare i nowe. On zawsze tak działa. Jeżeli otwiera nas na swoją nowość, to po to, by nas nauczyć tradycji.
Przyglądam się temu też od strony muzycznej. W tradycji mamy chorał, zdarzyło mi się też nagrywać płyty chorałowe. Potem trafiłem na muzyków, w większości jazzowych, i z nimi zacząłem robić Zaduszki Jazzowe czy Rekolekcje Jazzowe. I ci muzycy nagle, w pewnym momencie, zaczęli odkrywać chorał. Nagle jazzmani chcieli nagrywać płyty chorałowe. Z drugiej strony, bracia, którzy wybrali drogę tradycyjną, poszli w śpiewy Greków, Syryjczyków; te wszystkie formy ortodoksyjne muzycznie, jednogłosowe czy wielogłosowe, mówią, że chcieliby też ze mną prowadzić uwielbienie. I twierdzą, że to się nie kłóci, ale dopełnia. To wszystko pochodzi z jakiejś pierwotnej inspiracji, którą jest dobro, piękno, prawda.
Może potrzeba po prostu dłuższej pamięci. Taki zakon jak nasz, istniejący 800 lat, ma dłuższą pamięć. Możemy sięgnąć do archiwum, do bibliotek i zobaczyć, jak bracia żyli czy myśleli ileś set lat wcześniej. Jeżeli patrzę na ostatnie 100 czy 150 lat, to mało zobaczę. Mamy natomiast takiego brata, tomistę, który zaczął odkrywać, że bracia z XIII wieku byli totalnymi charyzmatykami i robili dokładnie to, co my dzisiaj robimy: kazania, spotkania, uwielbienia, działy się uzdrowienia, czynili cuda.

Tagi:
wywiad

Nasze życie składa się z chwil

2018-12-05 11:10

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 49/2018, str. IV-V

Z ks. Jerzym Hajdugą rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Rafał Babczyński
Ks. Jerzy Hajduga, kanonik regularny laterański, poeta, od 13 lat kapelan szpitala w Drezdenku, w „Aspektach” prowadzi „Przychodnię wierszy Kapelana”

KATARZYNA KRAWCEWICZ: – Czy do czytania Księdza wierszy trzeba się jakoś przygotować? Czy w ogóle trzeba jakiegoś przygotowania, żeby wejść w świat poezji?

KS. JERZY HAJDUGA CRL: – Nie, nie trzeba się przygotowywać. Ktoś, kto czuje wiersze, łatwo wejdzie w te moje miniatury. Natomiast jeśli ktoś wierszy nie lubi, nie czyta, to raczej też nie podejdzie do moich. Absolutnie nie trzeba mieć specjalnego wykształcenia, żeby brać się za poezję, ale musi być taka nuta w człowieku, która sprawia, że jakoś się tę poezję czuje.
Kiedyś myślałem, że jeśli ktoś ma artystyczną duszę i np. maluje, to wtedy lepiej odbiera również muzykę czy poezję. Ale teraz znam takich malarzy, którzy specjalnie nie czują poezji, po prostu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnice bolesne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 42/2003

Aktim/pixabay.com

1. Modlitwa w Ogrójcu

Przyszedł z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani i rzekł do uczniów: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił”. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mt 26, 36-40).
Pan Jezus prosił Apostołów, aby pozostali z nim i modlili się. Dzisiaj do nas kieruje tę prośbę: „Czuwajcie i módlcie się”. Czasy obecne to czasy działania, aktywizmu, czynu. Trudno nam jest docenić wartość modlitwy. Tymczasem to na modlitwie dokonują się rzeczy najważniejsze i przez modlitwę można zrobić najwięcej.

2. Biczowanie Pana Jezusa

Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mt 27, 26). Był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. (...) Piłat chcąc zadowolić tłum uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mk 15, 6-15).
Ewangelie mówią o tym wydarzeniu bardzo krótko. Relacjonują, że Piłat kazał ubiczować Jezusa. Można zauważyć pewną dysproporcję między ogromem cierpienia spowodowanego biczowaniem a znikomością słów je opisujących. Nie trzeba bowiem wiele mówić o cierpieniu. Wystarczy je zauważyć, być blisko cierpiących, pomagać im i modlić się za nich.

3. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa

Wówczas Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: „Witaj, Królu Żydowski!” I policzkowali Go. A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: „Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: „Oto człowiek” (J 19, 1-5).
Piłat wskazał na Jezusa ubiczowanego, umęczonego, z cierniową koroną na głowie - oto człowiek. Jak bardzo ten ideał człowieka różni się od obrazu człowieka propagowanego przez świat współczesny. Dzisiejszy ideał człowieka bowiem to człowiek młody, zdrowy, piękny, wysportowany. Patrząc na Jezusa z koroną cierniową na głowie, nie zapominajmy, że człowiek nawet przez cierpienie, starość, chorobę nie traci swej godności i swego człowieczeństwa.

4. Dźwiganie krzyża

A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki. Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął (Mk 15, 20-22).
Pan Jezus obarczony krzyżem wkroczył na drogę. Była to trudna droga, nieraz na niej upadał. Nasze życie też jest drogą, nierzadko drogą krzyżową. Nieraz brakuje nam sił, nieraz upadamy. Prośmy Chrystusa dźwigającego krzyż, abyśmy tak jak On potrafili podnosić się z naszych upadków, zwątpień, załamań i iść do przodu drogą naszego życia.

5. Ukrzyżowanie Pana Jezusa

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. (…) Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eli, Eli, lema sabachthani?” to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 35-46).
Podczas ukrzyżowania mrok ogarnął całą ziemię. Nasz Zbawiciel doświadczył takiego mroku i opuszczenia, że skierował do Ojca modlitwę słowami Psalmu 22: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił”. I wtedy dokonało się nasze zbawienie. My również, kiedy doświadczamy krzyża, cierpienia, choroby, samotności, doświadczamy mroku i ciemności. Prośmy Chrystusa, abyśmy nie zapominali, że w takich momentach dokonuje się nasze zbawienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

"Jak w Betlejem" zapowiada "Betlejem w Polsce" - największą charytatywną trasę koncertową

2018-12-19 08:03

Najpiękniejsze kolędy z różnych stron świata - bożonarodzeniowe utwory z Polski, Armenii, kompozycje serbskie, norweskie, niemieckie, angielskie, irlandzkie, z krajów arabskich, baskijskie, cejlońskie, ukraińskie, hebrajskie, a nawet etiopskie czy te stworzone przez kanadyjskich Indian. W polskich wersjach językowych i nowych, współczesnych aranżacja.

13 polskich miast. Na scenie ponad 30 artystów m. in.

Kamil Bednarek, Bovska, Grażyna Łobaszewska, Dawid Kwiatkowski

Antonia Krzysztoń, Mate.O, Kapela Maliszów, Atom String Quartet, Fanfara Moldova,

oraz międzynarodowy zespół muzyczny pod kierownictwem Jana Smoczyńskiego.

Poprzednie dwie edycje trasy Betlejem w Polsce obejrzało, aż 126 000 widzów!

Betlejem w Polsce to, też wspólny opłatek i wspólne kolędowanie (artyści i publiczność). Jak co roku dochód z trasy „Betlejem w Polsce”, jest przeznaczony na cel charytatywny - pomoc dla osób potrzebujących. Uczestnicząc w jednym z koncertów, dzielimy się dobrem z drugim człowiekiem. Kup bilet – zostań Ambasadorem Miłosierdzia!

Więcej szczegółów na temat aktualnej trasy Betlejem w Polsce 2018/2019 na stronie www.betlejemwpolsce.pl

Tegoroczną trasę poprzedza ALBUM „JAK W BETLEJEM. Live”.

Album stanowi piękną i radosną formę kultywowania polskiej tradycji kolędowania. Znalazły się w nim najpiękniejsze kolędy i pieśni bożonarodzeniowe, które pochodzą z różnych epok, kultur i stron świata. Usłyszymy tu artystyczne perełki, na przykład starą hebrajską pieśń szabatową, kolędę starogrecką, czy też kolędy węgierską i czeską. Historyczne i współczesne utwory, w fenomenalnych muzycznych aranżacjach i opracowaniach literackich, stanowią o oryginalnym zróżnicowaniu płyty: każdy słuchacz odnajdzie tutaj taką tonację, jaka najbardziej odpowiada jego sposobowi przeżywania Świąt Bożego Narodzenia.

Wyjątkowa wartość „Jak w Betlejem”, to także efekt udziału i kreatywnej współpracy niezwykłych artystów: Natalii Kukulskiej, Kasi Moś, Darii Zawiałow, Mietka Szcześniaka, Beaty Bednarz, Mate.O, Agnieszki Musiał, Adama Krylika, Dany Vynnytskiej, Igora Herbuta.

Wokaliści zaśpiewali z towarzyszeniem słynnej orkiestry kameralnej AUKSO pod batutą Marka Mosia oraz międzynarodowego zespołu muzycznego pod kierownictwem Jana Smoczyńskiego.

Artyści, którzy wzięli udział w nagraniu zrezygnowali z tantiem. Dochód z trasy koncertowej Betlejem w Polsce 2018/2019 oraz sprzedaży albumu ”Jak w Betlejem. Live” jest przeznaczony na wsparcie dla osób potrzebujących. Kupując bilet lub płytę „Jak w Betlejem”, pomagasz! www.betlejemwpolsce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem