Reklama

Petycja do prezes Trybunału Konstytucyjnego

Polskość – inspiracje – obowiązki

Kompromis i szacunek dla poglądów drugiego

2018-04-04 10:33

Anna Skopińska
Edycja łódzka 14/2018, str. IV

Ks. Paweł Kłys

– Na pewno w interesie Polski trzeba iść na kompromisy, przede wszystkim odchodząc od postawy rewanżu, od postawy zemsty i zrobienia interesów – mówił prof. Adam Strzembosz, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, podczas debaty z prof. Karolem Modzelewskim, działaczem opozycji w okresie PRL, w pałacu arcybiskupim w Łodzi

Jeśli dojdzie do tego, że będziemy odbudowywać trójpodział władzy, demokratyczne państwo zapewniające wszystkim swoim obywatelom minimum bezpieczeństwa, możliwości rozwoju i działania, to wtedy pod hasłem patriotyzmu trzeba będzie umieć z bardzo wielu rzeczy rezygnować – podkreślił prof. Strzembosz. A prof. Modzelewski dodał, że kiedy toczy się spór polityczny, czyli taki, który różnicuje wspólnotę narodową na rożne obozy, to „powinienem baczyć na to, by ten konflikt nie rozrywał więzi między Polakami, a mam wrażenie, że tego nie daje się dochować w dzisiejszej Polsce”. Spotkanie w ramach zainicjowanego przez abp. Grzegorza Rysia cyklu „Polskość – inspiracje – obowiązki” poprowadzili redaktorzy: Marek Zając i Zbigniew Nosowski.

Rozpoczynając pierwszą debatę, abp Ryś podkreślił, że spotkania mają na celu pokazanie, jak w tej samej inspiracji, której na imię Polska, uczestniczą różni ludzie. – Mam nadzieję, że przez kilka miesięcy będziemy tu słuchać ludzi gdzieś schodzących się w umiłowaniu tego, co polskie – powiedział.

Zaproszeni profesorowie odnieśli się do pytań dziennikarzy i uczestników spotkania, m.in. o przyzwoitość, patriotyzm, zachowania w przełomowych dla historii Polski momentach, poczucie wspólnoty i postawę w obecnej sytuacji politycznej. – Słowa Lecha Wałęsy: „Pamiętajmy, że najpierw jesteśmy Polakami, a dopiero potem jesteśmy związkowcami” to była bardzo ważna lekcja polskości dla mnie – wspominał prof. Modzelewski wydarzenia z sierpnia 1980 r. – Lekcja, że trzeba poczuć odpowiedzialność za swój naród, by nie spotkało go nieszczęście, którego chcielibyśmy uniknąć – mówił. Bo co oznacza dla niego bycie Polakiem? – To poczucie wspólnego interesu z Polakami i to wszystkimi Polakami, nie tylko tymi z którymi się zgadzamy, też z tymi, z którymi się różnimy, a nawet z wrogami – dodał.

Reklama

Profesor wspominał swoje dzieciństwo, swoje dorastanie i zetkniecie z Polską. Także czas przełomu lat 50., gdy po raz pierwszy poczuł, że jest gotów walczyć i nawet zginąć za Polskę. A w kontekście obecnej sytuacji politycznej podkreślił, że wszystko ma swój koniec. – Gdy on przyjdzie, znajdziemy się w położeniu, w którym ustrój demokratycznego państwa leży w gruzach i będą rożne instytucje, które ten stan mają uwiecznić, doprowadzić do jego skamienienia, będzie też pokusa, by go zmieść metodą całkowicie pozaprawną; to dylemat trudny i gorzki, i trzeba go będzie rozwiązać nie tylko w imię odbudowy porządku demokratycznego i zachowania wspólnoty – wskazywał.

Z kolei prof. Strzembosz zwrócił uwagę, że „jeśli wszystko będzie oparte na zasadzie rewanżu, to zapętlimy się i w oczach własnych, i Europy spadniemy niziutko, i nie będzie też żadnego postępu, czyli wspólnego działania ku takiej przyszłości, która zabezpiecza właściwy byt, realizację marzeń, bycie człowiekiem przyzwoitym”. Odnosząc się do reformy sądownictwa i obecnego konfliktu z Sądem Najwyższym, prof. Adam Strzembosz podkreślił, że Sąd Najwyższy jest jedyną zbudowaną od nowa po 1989 r. instytucją, a jeśli „znajdzie się ktoś, kto splamił togę sędziowską, to proponuję, by uchylić przedawnienie występków i przeprowadzić lustrację”.

Także prof. Karol Modzelewski przyznał z punktu widzenia trzykrotnego oskarżonego i skazanego: – Nikomu z orzekających w jednym z procesów sędziów nie mam nic za złe, bo to byli sędziowie, którzy w ramach istniejącej sytuacji, układu sił politycznych starali się ocalić, ile można z sędziowskiej przyzwoitości, potrafili zdemontować cały scenariusz propagandowy, ja ich szanuję i jestem w stanie stanąć przeciwko każdemu, kto będzie mówił, że to komunistyczne szmaty. I stanąć razem z nimi.

Obaj panowie podkreślili też, że w formowaniu polskości ogromną rolę odgrywa Kościół. – On jest taką strukturą, bez której Polacy sobie nie poradzą – mówił prof. Modzelewski. Pod warunkiem, jak podkreślił prof. Strzembosz, że księża nie będą manifestowali swoich poglądów politycznych względem rządzącej partii, bo to odpycha ludzi o odmiennych poglądach. Wskazał także, że „były wydarzenia, które uderzały w podstawę państwa polskiego i z punktu widzenia naszego stosunku do ojczyzny powinny być jasno nazwane, ale nie były!”.

Kolejna debata będzie miała miejsce 23 kwietnia. Obok siebie zasiądą wtedy prof. Ryszard Bugaj i marszałek Marek Jurek.

Tagi:
debata

Debata na 25-lecie KAI: Kościół zawsze wychodził z kryzysów zwycięsko

2018-12-04 18:18

lk, dg / Warszawa (KAI)

Kościół przeżywał już kryzysy, ale zawsze wychodził z nich zwycięsko, nie jest bowiem instytucją wyłącznie ludzką. W Polsce cieszy wciąż duża liczba duchowieństwa, martwi spadek religijności młodych. Kościół w Polsce powinien głosić Ewangelię rodzinom, ale nie w duchu nakładania ciężarów, które są nie do uniesienia – mówili uczestnicy debaty „Kościół w Polsce: satysfakcje, nadzieje, obawy”, zorganizowanej we wtorek z okazji 25-lecia Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Artur Stelmasiak

Abp Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej, a obecnie specjalny wysłannik papieski do Medziugorie zaznaczył, że dla niego źródłem optymizmu jest to, że Kościół w Polsce nie przeżył obserwowanego w wielu krajach Europy Zachodniej po Soborze Watykańskim II kryzysu powołań i wartości. - Ten fakt sprawił, że Kościół w Polsce zachował ciągłość istnienia i działania, nie przerwaną brutalnie, tak jak to nastąpiło w niektórych krajach – mówił abp Hoser. - Za jeden z przejawów braku owego kryzysu można uznać fakt, że nie kontestowano w Kościele w Polsce nauczania Magisterium Kościoła, a raczej byliśmy w nim zasłuchani – dodał.

Mając na myśli gwałtowny kryzys powołań, abp Hoser stwierdził, że w Polsce nie nastąpił też „krwotok kleru i osób konsekrowanych”, obserwowany na Zachodzie. Nie było nadużyć liturgicznych, zachowany został dynamiczny charakter sakramentu spowiedzi, w wielu krajach zachodniej Europy właściwie już nie praktykowanego.

Artur Stelmasiak

W opinii abp. Hosera, wyzwaniem na dziś jest „umiejętność reagowania na coraz głębsze przemiany społeczeństwa, również od strony tożsamościowej poszczególnych osób czy wspólnot”. - Wymaga to jakiejś reakcji Kościoła, która powinna być adekwatna i sięgać do etiologii tego, co się dzieje, a nie tylko tego, co jest objawem tego zjawiska – dodał. Inną nadzieją, zdaniem arcybiskupa, jest to, że Kościół „ma gwarancję istnienia, ogromną zdolność regeneracji”. Hierarcha przypomniał, że Kościół przeżywał w swojej historii ogromne kryzysy, a jednak wychodził z nich zwycięsko, dlatego, że „w swoim założeniu nie jest tylko instytucją ludzką”.

Prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski podkreślił, że w kwestii obaw i nadziei co do stanu Kościoła w Polsce jest raczej dużym optymistą, aczkolwiek towarzyszy mu też wiele obaw co do jego przyszłości. Mówiąc o satysfakcjach stwierdził, że musimy naprawdę dziękować Bogu i biskupom za to, jaki jest dziś Kościół w Polsce. Jest to bowiem jedyny - poza Kościołem na Ukrainie - Kościół w Europie, który dysponuje olbrzymim kapitałem ludzkim. Prezes KAI wymienił w tym kontekście m.in. 12 mln Polaków uczęszczających w każdą niedzielę do kościoła, w tym ponad 3 mln osób młodych.

Posługuje w Polsce ponadto aż 30 800 księży, w tym wielu duchownych młodych, poniżej 40. roku życia, a 60 proc. kapłanów nie przekroczyło 50. roku życia. Wielką siłą Kościoła w Polsce jest też wielu zaangażowanych świeckich, których liczbę można szacować na ponad 2,5 mln. - To jest wielka wartość – podkreślił Przeciszewski. „Można mieć w związku z tym nadzieje, że Kościół w Polsce przejdzie te wszystkie trudne wiraże współczesnej historii, przede wszystkim sekularyzacji, która jest procesem charakterystycznym dla kultury zachodniej, i że Polska będzie krajem nowoczesnym, zamożnym, a jednocześnie wiernym tradycji chrześcijańskiej” – powiedział prezes KAI.

Jego zdaniem, obawiać się należy znacznie szybszego spadku religijności w młodym pokoleniu współczesnych Polaków w porównaniu z pokoleniem dzisiejszych 50-60 latków. - To wymaga poważnego przemyślenia duszpasterskiego – stwierdził Przeciszewski. Niepokoić może także znaczny spadek powołań kapłańskich i zakonnych, najdramatyczniejszy w zgromadzeniach żeńskich, nieco mniej dotkliwy we wspólnotach męskich. Martwi ponadto poziom społecznego zaufania do Kościoła. Według CBOS, do niedawna ów poziom był bardzo stabilny, w poprzedniej dekadzie wynosił nawet 70 proc., a obecnie wynosi jedynie 54 proc.

Zdaniem prezesa KAI, choć laikat jest aktywny w działaniu wewnątrzkościelnym, to znacznie gorzej jest zaangażowany w działaniu społecznym, a jeszcze słabiej na niwie politycznej. – O czym to świadczy? O braku zakorzenienia w naszym myśleniu podstawowych zasad społecznego nauczania Kościoła w tworzeniu dobra wspólnego – stwierdził Przeciszewski.

Za płaszczyznę wymagającą poprawy uznał też słaby udział Kościoła w tworzeniu kultury i inspirowaniu bliskich jej środowisk.

Nadzieją dla Kościoła jest takie działanie w przestrzeni publicznej, które nie będzie jednocześnie kojarzone z żadną opcją polityczną. W przededniu 100. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II Kościół w Polsce nie może też zapominać, by być z jednej strony zanurzony w ortodoksji, z drugiej strony jednak pozostawać otwartym i w dialogu z rozmaitymi środowiskami. Powinien też odważnie głosić nauczania obecnego papieża. - Franciszek ma coś niezwykle cennego do zaoferowania współczesnemu światu. Chce uczynić każdy poziom Kościoła, każdego z nas, nie tylko uczniem Chrystusa, ale i misjonarzem – dodał Przeciszewski.

Joanna Krupska, prezes Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” z zadowoleniem stwierdziła, że rodzina jest wartością, która niezmiennie cieszy się wielkim zaufaniem Polaków. Dotyczy to także młodego pokolenia. Wydaje się, że w Kościele coraz więcej mówi się o rodzinie. Dorobek Jana Pawła II, ale też np. bardzo dobrze przyjęta adhortacja apostolska Franciszka „Amoris laetitia” pokazuje, że Kościół coraz lepiej rozumie, czym jest rodzina. Coraz więcej mówi się o relacjach rodzinnych, rozwoju człowieka, o sposobach pomagania rodzinie w kryzysie. Jej zdaniem, nastąpił zauważalny wzrost podmiotowości kobiet w Kościele, ale także rośnie w nauczaniu kościelnym świadomość promowania równości osób w rodzinie, sprzeciw wobec dominacji jednej osoby nad innymi oraz wobec przemocy w rodzinie, także w sferze seksualnej.

Istnieje jednak także wiele obaw związanych z sytuacją rodziny w Polsce. Na pierwszym plan wysuwają się oczywiście kwestie demograficzne, w tym wciąż słaby wskaźnik dzietności. Rodzin wielodzietnych jest dziś dwa razy mniej niż 15 lat temu. W 2002 r. było milion rodzin z trojgiem lub więcej dziećmi, w 2017 r. – już tylko 520 tys. Z tym wiąże się zagadnienie wzrastającej bezdzietności: w rocznikach 1945-1955 było 8 proc. bezdzietnych kobiet, z urodzonych w 1965 r. – 15,5 proc., a obecnie nie ma dzieci co piąta kobieta.

Krupska wskazała też na zmieniające się model współżycia, zwłaszcza rosnące liczbowo związki partnerskie zamiast małżeństw, wzrost rozwodów, zwłaszcza w dużych miastach, coraz więcej samotnych rodziców, tzw. rodzin patchworkowych i młodych współżyjących przed ślubem. Świat współczesny nie sprzyja budowaniu trwałych więzi: jest coraz bardziej nastawiony na konsumpcję, sukces i samorealizację w pracy oraz życie w pośpiechu i stresie. - Ale w głębi nas jest pragnienie rodziny, która daje poczucie bezpieczeństwa i zaspokaja potrzeby bliskości – dodała.
Prelegentka postawiła pytanie, dlaczego nauczanie Kościoła w Polsce nie przekłada się na życie codzienne, na zaufanie do instytucji małżeństwa, wierność małżonków oraz chęć i radość przekazywania życia. Jej zdaniem, odpowiedzią mogą być nadzieje. Potrzebne jest odkrywanie i głoszenie Ewangelii małżeństwa jako Dobrej Nowiny dla ludzi, jednak „nie w duchu oceniania i nakładania ciężarów, które są nie do uniesienia, a bardziej w duchu dostrzegania wielkiego cierpienia konkretnych rodzin doświadczających trudności w życiu małżeńskim i rodzinnym”.

Nadzieją na poprawę jest też zdaniem Krupskiej dobre przygotowywanie do małżeństwa, w czym Kościół ma duże zasługi. Nadzieja są wreszcie istniejące już w Kościele różne formy wsparcia rodzin i małżeństwa. Ogromnie ważny jest kształt polityki rodzinnej realizowanej przez państwo.

Ks. Wojciech Sadłoń SAC powiedział, że Polska jest jedenastym pod względem liczebności katolików krajem świata, zajmującym ważną pozycję w całym globalnym katolicyzmie, a polskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej religijnych na świecie. „Myślę, że południowe regiony Polski nie mają sobie równych w skali świata. Wynika to przede wszystkim z historii. To filar, na którym ukształtował się nasz dzisiejszy katolicyzm” - stwierdził.

Według niego historia Polski wyraźnie wpisuje się w biblijne rozumienie świata: „jest umieranie, zmartwychwstawanie. Przy okazji rocznicy odzyskania niepodległości widziałem obrazy ukazujące zmartwychwstającą Polskę i Chrystusa”. Zwraca również uwagę na wagę męczeństwa: „nasza historia jest historią męczenników”.

– W polskim społeczeństwie mocno sprzęgły się narodowa tożsamość, wiara i moralność. Jeśli ktoś chce być dobry, uczciwy, ma odniesienie do Kościoła – zaznaczył ks. Sadłoń.


Ciągłość pobożności ludowej według badacza jest ważną cechą religijności: „w Polsce mamy do czynienia z ciągłością prostego, głęboko doświadczonego katolicyzmu, opartego na symbolice, rytuałach, zwyczajach”. Pobożność ludowa przekłada się na rodzinę – zwyczaje religijne są zwyczajami rodzinnymi, w przeżywanie więzi rodzinnych wpisana religijność, co widać np. przy celebrowaniu Wigilii. Ta pobożność ludowa jest głęboka, ma w sobie silne i wyraźne odniesienie do Boga.
Dyrektor ISKK stwierdził, że dużą nadzieją, ale i zagrożeniem oraz wyzwaniem jest położenie Polski na styku Wschodu i Zachodu, pomiędzy racjonalizmem i scjentyzmem Europy Zachodniej a duchowością Wschodu. Pomaga to nie popaść żadne skrajności. Ks. Sadłoń zauważył, że wschodnie chrześcijaństwo jest inne, także jeśli chodzi np. o podejście do wolności czy narodu.
– Ważnym elementem naszej tożsamości religijnej jest wolność religijna. Ukształtowana przez to, że Kościół nigdy nie był po stronie państwa, nigdy nie reprezentował jakiejś konkretnej klasy politycznej, jak np. we Francji. To jest bez wątpienia siła – zaznaczył ks. Sadłoń.
Wzrasta rola świeckich, którzy się upodmiotawiają, ale ich osiąganie władzy i wpływu w Kościele nie jest proste, wypełnia się płynnie i w sposób ciągły.
Wśród zagrożeń ks. Sadłoń wymienił największą od wojny instytucjonalną siłę Kościoła. Jest on obecny we wszelkich instytucjach, a jednocześnie jest ociężały, „nie wpisuje się w polską tradycję katolicyzmu”, który był często w opozycji, był Kościołem męczenników. Uważa on, że wyzwaniem i nadzieją jest tu nauczanie papieża Franciszka. Młodzież nie podziela doświadczenia historycznego, czemu również trzeba wyjść naprzeciw.
Krzysztof Zanussi, odnosząc się do poprzednich wypowiedzi, stwierdził, że laicyzacja na Wschodzie jest większa niż na Zachodzie, a „Rosja jest dużo bardziej antychrześcijańska niż Francja”.
– Chwała Bogu, że jeszcze żyjemy, bo nie było nam to obiecane. Nagrzeszyliśmy już tyle, że mogłaby przyjść jakaś następna wojna czy kataklizm. U wierzących Żydów często słyszę, że już czas dojrzał do tego, żeby Pan Bóg ludzkość pokarał. Żyjemy w pewnym „kisielu”, który powstał w ostatnich kilkudziesięciu latach: zamożność, względna wolność, powszechna oświata, wszystkie ideały XIX w. w dużym stopniu się spełniły i to daje poczucie dużej letniości. Dlatego bałbym się mówić o satysfakcji, a wolał zostać realistą. Widzę, że Kościół traci młodzież w sposób radykalny i żadna ludowa religijność tego nie zrekompensuje – zaczął wypowiedź Zanussi, wskazując, że to ogólnoświatowy proces i należałoby w porę wyciągnąć wnioski z przypadku Irlandii.
Reżyser stwierdził, że Kościół w dramatyczny sposób traci również inteligencję, czego przyczyną jest „brak języka i pasji” oraz kompletnego braku debaty. Ubolewał również na nieobecność Kościoła w kulturze. „W tej chwili świat kultury, który znam, jest nastawiony do Kościoła wrogo i nie spotyka się z żadną odpowiedzią. A na wrogość też trzeba odpowiedzieć, trzeba do kogoś wyjść, trzeba przyznać, jeśli ma rację, albo pokazać, gdzie się myli. A tego dialogu nie ma” – zaznaczył, przytaczając przykład chrześcijańskich festiwalu filmowych, gdzie również nikt nie stara się nawet o pozory dialogu, ograniczając do dyskusje do własnego grona, co nazwał postawą tchórzliwą.
– Ewangelia jest odpowiedzią na to rozsypywanie się świata, jaki zbudowaliśmy, tylko trzeba umieć przenieść i chcieć przenieść – stwierdził Zanussi, komentując, że przymykanie oka na pewne niepokojące zjawiska nie jest rozsądne. Zauważył, że w myśleniu człowieka współczesnego chrześcijaństwo, które powinno być wyrazem nadziei i inspiracją, „jest spychane do pozycji tradycyjnych: miłego wspomnienia z dzieciństwa, bombek na choinkę, kolęd. Tak nie można wpłynąć na bieg świata. Mam przekonanie, że trzeba głośno wołać «gore!», bo nam się chrześcijaństwo rozsypie”, przestrzegł reżyser.
O. Maciej Zięba OP stwierdził, że żyjemy w Kościele dynamicznym i prężnym, który jest masowy i jest w nim mnóstwo młodzieży. Dominikanin dostrzega w polskim Kościele dużo potencjału twórczego, podkreślił, że Kościół nieustannie wzbudza święte kobiety i świętych mężczyzn. Kościół potrafił adekwatnie reagować na zmiany społeczne. Jako przykład podał urbanizację, recepcję Soboru Watykańskiego II czy konsumpcjonizm gierkowski.
– W czasie transformacji było mniejsze zaufanie do Kościoła niż teraz. To był trudny czas, dużo gromów spadło też na pontyfikat Jana Pawła II. Kościół też sobie poradził, odpowiadając synodem [plenarnym - KAI]– stwierdził. Jako przykład dobrej, bieżącej reakcji na zmiany w świecie, podał również powstanie Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Problemem dla Kościoła w Polsce wegług o. Zięby jest „tabloidyzacja wiary”, czym nazywa np. skupienie na cudownościach, wydarzeniach, popularności w Internecie. „To zjawisko doczesnego sukcesu staje się miarą prawdziwości wiary” – zwrócił uwagę, wskazując też na niepokojącą fascynację diabłem i traktowanie go przez niektórych księży jako źródło teologiczne oraz zagrożenie spłycania Kościoła do celów politycznych. Zaznaczył, że w relacjach z politykami Kościół zawsze traci. Problemem są ekstremalne pozycje, które dominują debatę, a Kościół nie reaguje, nie podejmuje wyzwań, nie ma głębokiego dialogu, reakcje są opóźnione.
O. Zięba nadzieję pokłada przede wszystkim w potencjale, jaki stanowią zaangażowani świeccy oraz małżeństwa, które są podstawowym miejscem świadectwa chrześcijańskiego. Zaznaczył, że wciąż nieodkryte w pełni jest nauczanie Jana Pawła II, gdzie dla wszelkich dziedzin znaleźć można aktualne wskazówki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Tajemnice radosne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 40/2003

Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice „Redemptoris Mater”, poświęconej Najświętszej Maryi Pannie pisze, że Maryja, „szła naprzód w pielgrzymce wiary”. Dzisiaj Maryja jako nasza najlepsza Matka uczy nas wiary. Biorąc więc do rąk różaniec i rozważając tajemnice radosne chcemy uczyć się od Maryi prawdziwej wiary.

Jiri Hera/fotolia.com

1. Tajemnica zwiastowania.

Anioł rzekł do Maryi: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. (…) Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. (…) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 30-38).
Każdy z nas ma swoje zwiastowanie. Tak jak do Maryi i do nas Bóg posyła anioła ze wspaniałą wiadomością. Ta wiadomość to prawda, że Bóg nas kocha, że ma wobec nas wspaniały plan swej miłości. Nieraz nie bardzo rozumiemy to zwiastowanie. Jakże się to stanie, to niemożliwe, dlaczego ja? - pytamy Boga i samych siebie. Maryja, mimo tego, że też nie wszystko rozumiała, odpowiedziała Bogu „niech mi się stanie według twego słowa”. Rozważając tę tajemnicę prośmy Boga, abyśmy tak jak Maryja zawsze z radością odpowiadali „tak” na Jego propozycje.

2. Tajemnica nawiedzenia św. Elżbiety.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1, 39-41).
Nawiedzenie św. Elżbiety przez Maryję to doskonały wzór takich spotkań, których celem jest pogłębienie wiary, przybliżenie się do Boga. Elżbieta w czasie tego spotkania została napełniona Duchem Świętym i zaczęła wielbić Boga. Tak jak do Elżbiety przyszła Maryja i umocniła jej wiarę, tak i my spotykamy się z ludźmi, dzięki którym przybliżamy się do Boga. W tej tajemnicy dziękujmy Bogu za tych wszystkich ludzi, dzięki którym nasza wiara została umocniona.

3. Tajemnica narodzenia Pana Jezusa.

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2, 6-7).
W czasie rozważania tej tajemnicy staje przed nami obraz stajenki betlejemskiej. Przedziwny pokój i radość z niej promieniują. Chociaż na świecie panują jeszcze legiony rzymskie, a król Herod już czyha na życie Nowonarodzonego, Maryja, Józef i Jezus czują się bezpieczni w ubogiej stajence. Tak też będzie, kiedy prawdziwie Jezus narodzi się w naszych sercach, kiedy nasze serca staną się betlejemskimi stajenkami. Nawet jeżeli na świecie będzie wiele niepokoju, nawet jeżeli będziemy doświadczać różnych problemów, to będziemy szczęśliwi szczęściem, które da nam Nowonarodzony. Prośmy zatem, aby Jezus prawdziwie narodził się w naszych sercach.

4. Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa w świątyni.

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu (Łk 2, 22-23).
Maryja i Józef ofiarowali Bogu to, co było dla nich najcenniejsze - ukochane Niemowlę. Uczynili to nie tylko dlatego, żeby spełnić przepis prawa, ale również dlatego, ponieważ byli przekonani, że wszystko, co człowiek posiada, pochodzi od Boga i trzeba to odnosić do Boga, przedstawiać Panu Bogu. Trudne jest to do zrozumienia dla współczesnego człowieka, który często zapatrzony w siebie, wszystko odnosi do siebie - stawiając siebie w centrum wszechświata. Rozważając tę tajemnicę uczmy się od Maryi i Józefa, że wszystko powinniśmy ofiarować Panu Bogu.

5. Tajemnica odnalezienia Pana Jezusa w świątyni.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice (Łk 2, 41-43).
Jak łatwo jest zgubić Chrystusa. Wystarczy chwila nieuwagi, pokusa, grzech i Chrystus schodzi na dalszy plan naszego życia. Może nam się nawet wydawać, że jesteśmy blisko Jezusa, że jesteśmy dobrymi chrześcijanami i nie dostrzegamy tego, iż Go zgubiliśmy, tak jak Maryja i Józef nie dostrzegli tego, że Jezus został w Jerozolimie. Maryja, która z bólem serca szukała swego Syna, dzisiaj pomaga nam powracać do naszego Pana i Zbawiciela. Prośmy Maryję, abyśmy szli przez życie zawsze z Jej Synem, a gdy Go zgubimy, aby pomagała nam Go odnajdywać.

Maryjo, ukochana Matko, nasza pielgrzymka wiary ciągle trwa. Prosimy Cię, bądź z nami, kiedy pielgrzymujemy do Twego Syna po drogach XXI wieku. Spraw, aby nasza wiara każdego dnia stawała się coraz bardziej żywa, prawdziwa i konsekwentna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: Boże Narodzenie, to przyjęcie niespodzianek Boga

2018-12-19 10:48

tlum. st (KAI) / Watykan

„Przeżywać Boże Narodzenie to dać się wstrząsnąć Jego zaskakującą nowością” – powiedział papież podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. W swojej katechezie Ojciec Święty nawiązał do zbliżających się Świąt. Jego słów w auli Pawła VI wysłuchało dzisiaj 5 tys. wiernych.

Ks. Paweł Borowski
Oby podczas łamania się opłatkiem dokonał się w nas cud Nocy Wigilijnej

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Za sześć dni będzie Boże Narodzenie. Drzewa, dekoracje i światła wszędzie przypominają, że również w tym roku będą Święta. Machina reklamowa zaprasza, by obdarować siebie coraz nowymi prezentami, aby nawzajem się zaskoczyć. Ale czy takie Święta podobają się Bogu? Jakich Świąt chciałby On, jakich prezentów i niespodzianek?

Spójrzmy na pierwsze Boże Narodzenie w dziejach, aby odkryć gusty Boga. Tamto Boże Narodzenie było pełne niespodzianek. Zaczyna się od Maryi, która była oblubienicą Józefa: przyszedł anioł i przemienił jej życie. Z dziewicy stanie się matką. Podobnie z Józefem, powołanym do bycia ojcem dziecka, chociaż go nie zrodził. Syn, który – i tu ma miejsce niespodzianka - przybywa w najmniej wskazanym momencie, to znaczy, gdy Maryja i Józef byli narzeczonymi i zgodnie z Prawem nie mogli zamieszkać razem. W obliczu skandalu, zdrowy rozsądek tamtych czasów zachęcał Józefa do oddalenia Maryi i uratowania swego dobrego imienia, ale on, chociaż miał do tego prawo zaskakiwał: aby nie oczerniać Maryi myślał, by ją oddalić potajemnie, kosztem utraty swej reputacji. Potem kolejna niespodzianka: Bóg we śnie zmienia mu plany i prosi, by zabrał ze sobą Maryję. Po narodzinach Jezusa, kiedy miał swoje plany dotyczące rodziny, ponownie we śnie powiedziano mu, by wstał i udał się do Egiptu. Krótko mówiąc, Boże Narodzenie przynosi nieoczekiwane zmiany życiowe. Jeśli zatem chcemy przeżyć Boże Narodzenie, to musimy otworzyć serce i być gotowi na niespodzianki, czyli na nieoczekiwaną przemianę życia.

Ale oto w noc Bożego Narodzenia przychodzi największa niespodzianka: Najwyższy to małe dziecko. Słowo Boże jest niemowlęciem, co dosłownie oznacza „niezdolnym do mówienia”. Słowo Boże staje się niezdolne do mówienia. Na powitanie Zbawiciela nie przybywają przedstawiciele ówczesnych władz, danego miejsca czy ambasadorowie, - nie, ale prości pasterze, którzy zaskoczeni przez aniołów podczas nocnej pracy, pędzą niezwłocznie. Kto by się tego spodziewał? Boże Narodzenie oznacza świętowanie tego, co się nigdy nie wydarzyło u Boga, czy lepiej Boga, który nigdy się takim nie objawił, obalającego naszą logikę i nasze oczekiwania.

Zatem obchodzenie Bożego Narodzenia to przyjęcie na ziemi niespodzianek Nieba. Nie można żyć „przyziemnie”, kiedy Niebo przyniosło na świat swoje nowości. Boże Narodzenie rozpoczyna nową erę, w której życia się nie programuje, ale się daje; gdzie już nie żyje się dla siebie, według własnych upodobań, ale dla Boga; i z Bogiem, ponieważ od Bożego Narodzenia Bóg jest Bogiem-z-nami. Przeżywać Boże Narodzenie to dać się wstrząsnąć Jego zaskakującą nowością. Narodziny Jezusa nie zapewniają uspokajającego ciepła w kominku, ale boski dreszcz, który wstrząsa historią. Boże Narodzenie to zemsta pokory na arogancji, prostoty na obfitości, milczenia na zgiełku, modlitwy na „moim czasie”, Boga, na moim „ja”.

Obchodzić Boże Narodzenie, to czynić tak, jak Jezus, który przyszedł dla nas potrzebujących, to zstąpić ku tym, którzy nas potrzebują. To czynić tak, jak Maryja: zaufać, posłuszni Bogu, nawet nie rozumiejąc tego, co On uczyni. To uczynić jak Józef: powstać, aby wypełnić to, czego chce Bóg, nawet jeśli nie jest to zgodne z naszymi planami. Św. Józef jest zdumiewający: w Ewangelii nigdy nie zabiera głosu, a Pan mówi do niego w milczeniu, we śnie. Boże Narodzenie to przedkładać cichy głos Boga nad wrzawę konsumpcjonizmu. Jeśli będziemy umieli milczeć w obliczu żłóbka, to Boże Narodzenie będzie dla nas zaskoczeniem, a nie czymś, co już widzieliśmy. Stanąć w milczeniu przed żłóbkiem – to właśnie jest zachęta na Boże Narodzenie. Poświęć nieco czas, idź przed żłóbek, zatrzymaj się w milczeniu, a usłyszysz i zobaczysz niespodzianki.

Niestety można jednak pomylić święta i przedkładać nad nowości Nieba zwyczajne rzeczy ziemi. Jeśli Święta Bożego Narodzenia pozostają jedynie miłym świętem tradycyjnym, gdzie w centrum będziemy my sami, a nie On, to będzie zmarnowana okazja. Proszę was, nie zeświecczajmy Bożego Narodzenia! Nie zapominajmy o Tym, którego świętujemy, jak wtedy, kiedy „przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. (J 1,11). Od pierwszej Ewangelii Adwentu Pan nas ostrzegł, prosząc, abyśmy nie obciążali naszych serc przez „obżarstwo” i „troski codziennego życia” (Łk 21,34). W tych dniach zagrażają nam one być może, jak nigdy podczas roku. Ale w ten sposób czynimy coś przeciwnego od tego, czego chce Jezus. Winimy wiele rzeczy, które wypełniają dni, świat, który szybko biegnie. A jednak Jezus nie obwiniał świata, wymagał od nas, abyśmy nie dali się wciągnąć, abyśmy czuwali i modlili w każdym czasie (por. w. 36).

Zatem Święta Bożego Narodzenia będą wówczas, jeśli podobnie jak Józef, uczynimy miejsce na milczenie; jeśli, podobnie jak Maryja, powiemy Bogu „Oto jestem”; jeśli, podobnie jak Jezus, będziemy blisko tych, którzy są samotni; jeśli, tak jak pasterze, opuścimy nasze zagrody, aby być z Jezusem. Boże Narodzenie będzie wówczas, jeśli znajdziemy światło w ubogiej grocie Betlejem. Nie będzie to Boże Narodzenie, jeśli będziemy szukali lśniących blasków świata, jeśli napełnimy się prezentami, obiadami i wieczerzami, ale nie pomożemy przynajmniej jednemu biedakowi, który przypomina Boga, ponieważ Bóg w Boże Narodzenie przyszedł ubogi.

Drodzy bracia i siostry, życzę wam dobrego Bożego Narodzenia, bogatego w niespodzianki Jezusa! Mogą wydawać się niespodziankami uciążliwymi, ale takie są gusty Boga, a jeśli je sobie przyswoimy to uczynimy samym sobie wspaniałą niespodziankę. Każdy z nas ma ukrytą w sercu zdolność zadziwienia się. Pozwólmy w to Boże Narodzenie zadziwić się Jezusowi. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem